Kontakt

Przebiwszy się przez atmosferę, statek zawisł nad błotnistą powierzchnią planety. Zetrix ostrożnie zmniejszył ciąg i pozwolił maszynie osiąść, pilnując by podwozie i stabilizatory nie zanurzyły się zanadto w brunatnej mazi. Pilotowany przez niego Coleopter 600/11 był wprawdzie nowoczesnym statkiem zwiadowczym klasy 0, jednakże pozostawał w służbie od ponad dziesięciu lat i wyrzutnie pneumatyczne – służące do wyrzucania statku pionowo w przestrzeń – miały tendencje do zacinania się.

Upewniwszy się, że statek spoczął stabilnie, Zetrix jeszcze raz sprawdził czy skafander jest szczelny, po czym wziąwszy głęboki oddech, sięgnął macką do dźwigni po lewej.
Syknęło. Przeźroczysta, plastycynowa osłona kabiny zaczęła unosić się z wolna. Zajęło to dobre kilkadziesiąt sekund, nim ustawiła się pionowo w górze. Do wnętrza zaczął napływać zielonkawy, kłębiący się gaz.

Rozejrzawszy się, pilot wyzwolił się z pasów i sprawnym ruchem wyskoczył ze statku, z miejsca zapadając się w błocie po kostki.
Lawhhyer’! – zaklął szpetnie i ruszył przez grzęzawisko w kierunku trawiastej wysepki. Dopiero, gdy na niej stanął, sięgnął po niewielki komputer przypięty do pasa. Gdy musnął ekran macką odzianą w rękawicę, obsidianowo czarny ekran zamigotał, po czym wyświetlił się na nim symbol ugryzionej z prawej strony gruszki. PearPad nigdy nie zawodził. Zetrix przestawił go na nadawanie:
– Lot zwiadowczy AKR7/44, w poszukiwaniu obcych cywilizacji, pilot Zetrix Mussthadhin z Roju 634 do statku matki Szarego Imperium. Wylądowałem. Odbiór.
Radio zaskrzeczało metalicznie, po czym przemówiło:
– Słyszymy cię głośno i wyraźnie AKR7/44. Podajcie odczyt czujników.
Komputer, dotknięty macką, ponownie zamigotał przeliczając dane.
Zetrix aż drgnął.
– To niemożliwe…
– Co jest niemożliwe AKR7/44?
– Atmosfera jest skażona w niewyobrażalnym stopniu! Czujniki wykrywają wysokie promieniowanie radioaktywne i obecność niezwykle trujących substancji chemicznych! Przesyłam odczyt.
PearPad przesłał komunikat, sygnalizując to migotaniem w rogu ekranu ikony symbolizującej pterogołębia.
– Widywaliśmy już takie planety – obwieścił głos z nadajnika – Skany powierzchni wskazują na szereg, kilka lub nawet kilkunaście eksplozji o ogromnej mocy. Prawdopodobnie deszcz meteorytów.
– Ale jak wyjaśnić obecność trujących gazów?
– Wszechświat ma swoje tajemnice, AKR7/44. Raportujcie co widzicie?
Zetrix rozejrzał się.
Właśnie w tym problem, że nic.
– Wszystko przesłania zielonkawa mgła. Podejdę trochę.
– Dobrze, ale nie oddalajcie się zbytnio od statku i nie wyłączajcie nadajnika.
– Bez odbioru.

Pilot ruszył przed siebie po trawiastej powierzchni, nie upłynęło jednak wiele czasu, gdy ponownie musiał zanurzyć stopomacki w błocie.
Zamyślił się.
Zanurzając się w oddechu wymarłego świata, zatęsknił do krewnych i przyjaciół z roju pozostawionych na oceanicznej Sarris VII, leżącej po drugiej stronie galaktyki. Brakowało mu żony – pięknej Zoltary o prześlicznej, gładkiej, szarej czaszce i wielkich, obsidianowych oczach oraz córeczki – Hamii, której powinny właśnie wypadać włosy i dziewiąte zęby. Tęsknił do ich czułych macek i wspólnego zwiedzania galaktycznego Zoo na Korinis.

Westchnął smutno.
Flota Szarego Imperium nie litowała się nad nikim. Każdy musiał odsłużyć swoje. Nawet on – jeden z siedmiu synów wójta roju i wnuk teścia szwagra matki ula. Z początku zresztą ucieszył się ze swojego przydziału. „Odkrywanie nowych światów, poszukiwanie życia” – to brzmiało dumnie, szczególnie wziąwszy pod uwagę fakt, że należał do wielkiego i szanowanego rodu, w którym nigdy nie było ani jednego prawnika (po Wielkiej Rewolucji Społecznej i likwidacji prawa i prawników, zjednoczone roje powołały Szare Imperium rozpoczynając złoty wiek dla jego rasy. Karanie przestępców wreszcie nie nastręczało trudności, a gospodarka i odkrycia naukowe w związku ze zniesieniem patentów – przyśpieszyły).

Taki zamyślony Zetrix już miał się zatrzymać i zawrócić, gdy wtem jedna ze stopomacek zapadła mu się głębiej w błocie i runął w nie jak długi. Podniósł się od razu, klnąc jak galaktyczny sprzedawca precli ze stoiska przy Białym Karle w Układzie Nebuli i zaczął ścierać błoto z kombinezonu. Zajęło mu to kilka minut i zaaferowało do tego stopnia, że nie zauważył, jak chmura zielonkawej mgły poczęła się ulatniać.

Gdy wreszcie skończył, osiągając średniozadowalający efekt i spojrzał przed siebie, mógł tylko rozdziawić ze zdumienia otwór gębowo-czułkowy. Nie spodziewał się zobaczyć czegoś takiego. Według skanów planeta była kompletną ruiną bez śladów życia i zaawansowanej cywilizacji. To co zobaczył przeczyło temu.

Na horyzoncie majaczył przed nim wielgachny, kamienny monument, który w żaden sposób nie mógł powstać naturalnie. Z wyglądu przypominał humanoida, rozciągającego ramiona w pozdrowieńczym geście. Poznał go od razu, widywał takich w Zoo na Korinis. Tylko na głowie brakowało mu włosów, bowiem w ich miejscu znajdował się przedziwny złocisty hełm.

– Coś znalazłem! Chyba coś znalazłem! – zakrzyknął do nadajnika, zapominając o wojskowych zwyczajach dotyczących komunikowania się.
Uruchomił w PearPadzie kamerę i rozpoczął nagrywanie. Rzucił się biegiem w kierunku pomnika.
Biegnąc z komputerem trzymanym przed głową, miał pełną świadomość tego, że wygląda jak kretyn, ale ekscytacja przeważyła nad absurdalnym – w obliczu samotności – poczuciem wstydu i autozażenowania.
Monument rósł z każdym krokiem, w końcu stając się w pełni widocznym. Zetrix zwolnił, napawając się jego widokiem. Widział teraz, że się pomylił – postać miała włosy, opadające na ramiona, a przedmiot na głowie nie był hełmem a koroną! Taką samą, jakie przed Rewolucją, nosili w jego roju znienawidzeni prawnicy.
„Pomnik prawnika? W tej części galaktyki?” – przemknęło mu przez głowę. „Nie to niemożliwe.” – stwierdził. „Wybito ich przecież do nogi”.

Wreszcie zbliżył się do pomnika na odległość umożliwiającą fizyczny kontakt. Dotknął szarego kamienia, dysząc ze zmęczenia. Spojrzał do góry. Monument był ogromny, liczył sobie dobre trzydzieści pięć metrów. Pilot postanowił obejść go dookoła.
– Co widzicie AKR7/44?! Odezwijcie się natychmiast! – zagrzmiał nadajnik. Zetrix uświadomił sobie, że huczał cały czas, ale w gorączkowym podnieceniu go ignorował. Teraz, gdy emocje nieco opadły mógł odpowiedzieć.
– Przesyłam nagrania – poinformował.
Ikona powiadomienia ponownie zamigotała.
– Lawhhyer’! – usłyszał z nadajnika podekscytowane przekleństwo i pofioletowiał z dumy. Dowództwo rzadko kiedy przeklinało z ekscytacji.

Czekając na reakcję po obejrzeniu filmu w całości, natrafił na szeroką płytę wykonaną z ciemnego kamienia, stylizowanego na marmur. Przetarł ją rękawicą i z radością i niedowierzaniem odkrył, że widnieje na niej jakaś inskrypcja. Zaczął ścierać kurz i pył, by odsłonić ją w całości. Dopiero potem, gdy już wrócił na statek matkę, pomyślał, że przecież mógł ją lekkomyślnie uszkodzić. Na szczęście nic takiego się nie stało.

Nie znał języka, który widniał na tablicy, dlatego cofnął się o krok i zrobił fotografię, którą od razu przesłał dowództwu. Na statku matce mieli potężnej mocy translator, który potrafił przetłumaczyć zapisy w rozmaitych językach w oparciu o zasady logiki. Pterogołąb w rogu zamigotał po raz trzeci.
Zetrix cieszył się jak dziecko. Naraz zniknęło zmęczenie, znużenie i tęsknota. Wreszcie coś odkrył.
– AKR7/44 jesteście tam? – rozległ się głos z nadajnika.
– Zwarty i gotowy! – zakomunikował pilot.
– Dobra robota! Natychmiast wracajcie do bazy! Wysyłamy zespół ekspertów by zbadać wasze odkrycie. Myliliśmy się, to wyraźny ślad, że kiedyś istniała tu prymitywna cywilizacja, która czciła swoich bogów na swój szczery, aczkolwiek… prymitywny sposób.
– Już wracam! – Zetrix wyłączył PearPada i zatknął go za pas. Liczył na to, że dowództwo pozwoli mu wrócić z ekipą badawczą – Powiedzcie mi tylko proszę co jest napisane na tablicy.
– Ech – głos z nadajnika westchnął – Dokonaliście ważkiego odkrycia, więc chyba możemy to dla was zrobić. Translator rozpoznał alfabet i język. Pamiętacie tego pijanego, humanoidalnego nieszczęśnika, którego znaleziono w statku dryfującym przez sam środek Układu Nebula?
– Tak, oczywiście! – potwierdził Zetrix.
Wszyscy znali „Humanoida z Kurfffy” (przed śmiercią cały czas powtarzał wyraz brzmiący: „kurfffa”, więc założono, że tak nazywa się jego ojczysty świat).
– To bardzo podobny język. Napis głosi: „Pomnik Chrystusa Króla – Pana Wszechświata. Świebodzin 2010”.
– Wielcy Bogowie! To ma tysiące lat! – zakrzyknął pilot.
– W istocie – zgodziło się dowództwo. – A mimo to przetrwało. Wracajcie do bazy – ponowiło rozkaz.
– Wracam! Bez odbioru! – zgodził się Zetrix i dziarskim krokiem stopomacek ruszył w stronę statku.

W połowie drogi, odwrócił się jeszcze by ostatni raz spojrzeć na jedyną pamiątkę po prymitywnej cywilizacji rzuconej gdzieś w kąt wszechświata. Ustalenie przyczyn jej zniknięcia i tego, jak potrafiła wykształcić się i przetrwać w tak wrogim środowisku mogło zająć dziesiątki lat, ale monument, odkryty przez niego tego dnia, górujący nad doliną, miał pozostać jej symbolem na tysiąclecia.

Kraków, kwiecień 2015 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *