„Natures. Paluszki zakręcone. Z ząbkiem czosnku i ziołami”, 70g (Lubella)

Na początku chciałbym serdecznie przeprosić naszych czytelników, iż tak długo musieli oczekiwać na dawno zapowiadaną recenzję nowego przysmaku Lubelli. Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie rzec, że w ostatnich dwóch tygodniach wyjątkowo często spotykałem się z rozmowami zaczynającymi się od „Panie Marcinie… <i tu wstawiamy coś, co trzeba zrobić dla Promotora, UJotu, Patrona, sąsiada, któremu się cieli krowa, itd.>” i dopóki słowa mocy/zaklęcia „Panie Marcinie…” nie użył Krzysiek, nie byłem w stanie zmobilizować się do pisania.

Najnowszy wyrób paluszko-podobny wypatrzyłem na półce pobliskiego „Lewiatana”. Skusił mnie jego nietypowy wygląd, cena i fakt, że nie lubię „Zmierzchu”, a w Biblii przeczytałem, że czosnek jest dobry na wampiry. Zabrawszy go do domu na wieczorne wpieprzanie, rozpakowałem, skosztowałem i na usta cisnęło mi się szpetne słowo. Coś bowiem było nie tak, ale od początku.

Na pierwszy ogień idzie jak zwykle opakowanie. To jest zaś produktem z najwyższej półki. Pamiętacie jak zachwycałem się saszetką zawierającą czekoladowo-miętowe kuleczki Aero? To, w co zapakowano „Natures” przypomina ją do złudzenia. Prosty, ale wykonany ze świetnym wyczuciem estetyki wzór graficzny aż krzyczy – kup mnie! Wszystko jest na swoim miejscu, podane w zgrabny i czytelny sposób: informacje o składnikach, wartości odżywczej, data przydatności do spożycia, etc. Dodatkowo możemy obejrzeć sobie przez folię (a ta jest odpowiednio gruba, nie jest to oślizły plastik w stylu Lajkoników czy innych Beskidzkich) sam wyrób. To nie koniec pozytywów – saszetka jest wykonana tak, że bardzo łatwo się otwiera (na idealnej wysokości, umożliwiającej łatwy dostęp do paluszków) i sama stoi (nie pada na bok, jak produkty z konkurencyjnych „stajni”)! Ogromny plus! (aczkolwiek osobiście nadal z rozrzewnieniem wspominam niedzielne wizyty u Babci, która zawsze witała mnie i brata, paluszkami wsypanymi do szklanki – jak Pan Bóg przykazał).

No dobrze, ale to się jednak je, a nie stawia na telewizorze i podziwia. I tu właśnie pojawia się wspomniany wyżej zgrzyt. Otóż specjalnym fanem czosnku nie jestem, ale bez problemu zjadam go w czipsach, serkach i innych przekąskach, a tu od razu nieprzyjemnie uderzył mnie w kubki smakowe. Jak na moje oczekiwania smak czosnkowych „Natures” okazał się być trochę zbyt wyrazisty, zbyt natrętny (być może to efekt połączenia z ziołami). Nie jest to przy tym problem samych paluszków – wypiekanych w naturalny sposób (bardzo ładnie wyglądają, co sami możecie zauważyć na zdjęciu powyżej), bowiem same w sobie smakują naprawdę nieźle (wkrótce poddam ocenie także „Natures” z solą morską, o łagodniejszym smaku), ale właśnie zastosowanej w tym konkretnym „modelu” przyprawy.

Żeby nie było, że wybrzydzam, zakupiłem kolejną paczkę i zabrałem ją do pracy, aby poddać testom koleżanki i kolegów. Zadawałem im dwa pytania: 1) Czy czosnkowo-ziołowe „Natures” są lepsze, czy gorsze od „zwyczajnych” paluszków; 2) Jakbyś je oceniła/ocenił w skali od 1-10:

Magda G.: Zdecydowanie gorsze. Oceniłabym na 4.5/10 (kobieta to się zawsze wyłamie ze schematu…), bo wprawdzie lubię czosnek, ale nie aż tak mocny w paluszkach. Czuję się, jakbym chrupała całe główki czosnku. Same paluszki chrupie się dobrze, ale ten smak…
Edyta: Gorsze. Cena adekwatna do jakości, całość oceniam na 3.5/10.
Klaudia: Gorsze. Dałabym 3/10. Nieładnie pachną, są takie jakby niedopieczone. Sztuczny smak, jakbym jadła czosnek z torebki.
Michał: Lepsze. 7/10. Ale mojej dziewczynie nie smakują.
Łukasz W.: Lepsze. 6/10.
Agata: Bleeeeeeeeeeeeee! (to prawdopodobnie znaczyło, że gorsze) 2/10.
Marysia: Same są raczej gorsze (4/10), ale do piwa okay. Dałabym wtedy 7/10 (niestety piwo nie jest dodawane do opakowania – przyp. niżej podpisany).
Magda A.: Ani lepsze, ani gorsze – takie same. Idealna chrupkość, opakowanie bardzo ciekawe. 6/10.
Łukasz D.: 5/10. Do piwa okay, same nie bardzo.
Rafał: Lepsze. Mogą być. 6/10.
Przemek: Gorsze, 3/10. Ale bardzo nie lubię czosnku, podobnie jak narodu… <piiiii! – cenzura>.

Jak widać – zdania były podzielone, ale pozwoliły na wyciągnięcie średniej, która po zaokrągleniu w górę daje 5/10. W moim odczuciu nie jest to do końca sprawiedliwa nota, bo „Natures” to produkt nieprzeciętny, który chrupałoby się całkiem przyjemnie, gdyby… no właśnie. Gdyby nie ten cholerny, dziwnie smakujący czosnek.


Tekst opublikowany na blogu „Wpieprzamy”, prowadzonym wraz z Krzyśkiem i Michałem w latach 2012-2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *