„Oryginalna turecka chałwa waniliowa”, 1kg (Deniz, ELIS-BIS Sp. z o.o.)

Nie ma wątpliwości, że mama to bardzo istotna osoba w życiu konsumenta wszelakich dóbr spożywczych. I nie bez przyczyny, albowiem jeśli tylko mieliście szczęście i nie trafiliście na potwora w rodzaju Alicji Tysiąc, Katarzyny Bratkowskiej czy innej Katarzyny W., to Wasza rodzicielka – karmiąc Was – z pewnością miała kolosalny wpływ na Wasze przyzwyczajenia i zwyczaje żywieniowe*. To ona przygotowywała dla Was papkę, gdy nie mieliście jeszcze zębów (jak wiadomo, Krzysiek z naszej redakcji, jako jedyny człowiek na świecie urodził się z zębami na wierzchu, a pierwszym wypowiedzianym przezeń słowem było: „kebab”), to ona robiła pierwsze kanapki, to ona gotowała pierwsze zupki. Podsumowując – była Willym Wonką, który zabierał Was w fascynującą podróż po świecie jedzenia.

Owa podróż prowadziła w różne rejony świata (w zależności od rodzaju matki i jej umiejętności kulinarnych), ja dzięki swojej Mamie zawitałem do słonecznej, rozwrzeszczanej i nieprzyjemnie wąsatej Turcji. Stało się to trochę przypadkowo i bez woli Mamy, bowiem gdy poziom jej cholesterolu był jeszcze w normie, miała w zwyczaju faszerować się chałwą**, którą nieustannie jej podkradałem. Sam bym sobie tego z pewnością nigdy nie kupił, bo już sama nazwa – chałwa – odstrasza, ale zachęcony dokonanym przez nią wyborem, spróbowałem i z miejsca pokochałem ów diablo-słodki i niezdrowy, jak kąpiel w Gangesie, wyrób.

Niezawodna w tych sprawach Wikipedia uczy, że chałwa to „wyrób cukierniczy z karmelu oraz miazgi nasion oleistych, pochodzący z Iranu. Popularny w wielu innych rejonach świata – na Bałkanach, w krajach śródziemnomorskich i zachodniej Azji” i tak z grubsza jest. Od siebie wypada dodać (a nuż ktoś nigdy nie jadł), że przypomina ona ciasto zrobione z mokrego piasku, a w konsystencji – jakkolwiek daje się kroić w jednolite bloki (co widać na załączonych obrazkach) – jest dość kruche. I słodkie. Powtarzam to cały czas nie bez przyczyny, ponieważ w skali słodkości od 1 do 10, gdzie „1” to radziecka Nutella robiona z tataraku, a „10′ to Natalie Portman, chałwa ma mocne 9 i tylko wata cukrowa może się pochwalić wyższą notą (ale i tak niższą, niż Natalie Portman, sami rozumiecie, trzeba mieć w życiu jasno określone priorytety).

Recenzowany tu konkretny produkt, sprzedawany jest w różnych smakach, w kilogramowych blokach. Wiem, że wśród nas – wpieprzaczy – są ludzie, którzy gdy otworzą paczkę czipsów, czy czekoladę, muszą ją zeżreć do końca, nic nie zostawiając na następny dzień (sam tak mam), ale gwarantuję Wam, że z chałwą się tak nie da. Zeżarcie tego naraz (pomijając oczywisty fakt, że to jakieś 5500 kalorii. Wiem, że do wakacji, lata i plaży daleko, ale serio jesteście na to gotowi? Trzeba by przez tydzień zastępować maszynę górniczą w rumuńskiej kopalni węgla brunatnego, żeby spalić tyle energii) grozi przesłodzeniem, zapaścią całego organizmu i śmiercią, a może i czymś gorszym, z impotencją włącznie (ale pewnie nie ma nic gorszego). W smaku czuć jakiś posmak wanilii, ale nie jest on zbyt intensywny i dla porównania należałoby chyba spróbować jeszcze czegoś innego, żeby określić jego wyrazistość. Swoje przy tym wiem – nie zjadłem tego może tak wiele jak Mama, ale jedząc różne chałwy (bez dodatków), wysnułem wniosek iż wszystkie smakują niemal identycznie. Ta powyżej tylko potwierdza tę regułę. Czy to źle? Nie, bo od chałwy oczekuję przecież tego, że będzie smakowała „jak chałwa”. Nikt nie lubi być przecież zaskakiwany, może z wyjątkiem kobiet, które mają problem z domyciem garnka – im niestraszny nawet Ireneusz Bieleninik wychodzący spod zlewu z płynem do mycia naczyń.

Dlatego produkt „turasów” spod Gdyni otrzymuje ode mnie mocne 8/10. Szału nie ma, ale produkt w swojej klasie prezentuje się nad wyraz zacnie.

* – i nie tylko. Zdawaliście sobie sprawę, że np. mężczyzna karmiony w dzieciństwie prawą piersią, będzie w późniejszych kontaktach z innymi kobietami wolał/preferował pierś po tej właśnie stronie?
** – wnioski wyciągnijcie sami. Ja już wyciągnąłem.
*** – jako ciekawostka, za Wikipedią: „Przy produkcji niektórych gatunków chałwy dla ułatwienia spienienia masy karmelowej stosowany jest ekstrakt z mydlnicy lekarskiej. Ze względu na zawartość w nim trujących saponin zawierające go produkty były zakazane na terenie UE. Po interwencji Turcji, jednego z ważnych eksporterów chałwy, dopuszczono na rynki europejskie turecką chałwę z niewielką zawartością ekstraktu z mydlnicy, jako tradycyjny produkt regionalny.”


Tekst opublikowany na blogu „Wpieprzamy”, prowadzonym wraz z Krzyśkiem i Michałem w latach 2012-2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *