Paradygmaty nauk prawnych

Kilka lat temu, nie mogąc pogodzić się z tym, że przedmiot, w którego nazwie stoi Historia Doktryn Politycznych i Prawnych, zajmuje się głównie historią tych pierwszych, postanowiłem w ramach zajęć powtórkowych, organizować studentom krótki wyciąg z filozofii prawa. Kanwą dla powyższego uczyniłem esej, który nabazgrałem na zaliczenie Metodologii Nauk Prawnych. Ku mojemu zdziwieniu, treść nie tylko nie znudziła młodych adeptów prawa, lecz na dodatek – czego nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć – do dnia dzisiejszego została ściągnięta z mojego Chomika i strony Koła Naukowego Historii Doktryn przeszło 10 tysięcy razy (nie mam tak licznej rodziny). Nie wiem wprawdzie, czy prowadzący zajęcia (prof. Ryszard Sarkowicz, obecnie pełniący funkcję ambasadora RP w Dublinie) w ogóle czytał, co tu nabazgrałem, czy od razu wpisał pięć, ale w związku z tym, że tekst gdzieś tak krąży po sieci, jako dobro uwolnione, umieszczam go także tutaj, a nuż komuś się przyda.

Pojęcie paradygmatu wiąże się bezpośrednio z dziełem zatytułowanym – „Struktura rewolucji naukowych” – autorstwa Thomasa Kuhna, amerykańskiego filozofa nauki. Powyższa publikacja, wydana w 1963 roku, wywołała prawdziwą burzę wśród filozofów i historyków nauki, a także wśród samych uczonych, zyskując miano jednej z najbardziej wpływowych prac jakie powstały w ostatnim stuleciu. Przyczyną tego było zarówno nowatorskie[1] ujęcie rozwoju nauki, jak i kontrowersyjność wielu tez.

Do publikacji „Struktury…” w środowisku naukowym dominował pogląd o ewolucyjnym, to jest – stałym i stopniowym – charakterze postępu naukowego. Na przestrzeni XIX i XX wieku, pod wpływem zdobyczy nauk specjalnych, z elementów pozytywizmu, empiryzmu, materializmu i ewolucjonizmu wykształcił się scjentyzm, którego osnową było wyłączne i całkowite zaufanie do nauki, przy dość wąskim jej rozumieniu (tylko nauki przyrodnicze, toteż prawo, jako jedna z nauk społecznych, znalazło się poza jej obrębem)[2]. Charakterystyczne było przekonanie, iż nauka odkrywa nieznane dotąd aspekty rzeczywistości oraz wyjaśnia struktury i mechanizmy funkcjonowania otaczającego nas świata. Kult poznania naukowego łączył się tu z wiarą w możliwość poznania racjonalnego, prawdziwego obrazu rzeczywistości.

Owym optymizmem zachwiał dopiero kryzys, w jakim znalazły się dziedziny empiryczne w I połowie XX wieku, kiedy to na skutek zaskakujących i trudnych do wytłumaczenia odkryć okazało się, że uznany przez ogół uczonych obraz świata przestał wystarczyć do wyjaśniania nowych zjawisk. Zmobilizowało to naukowców, najpierw do podjęcia diametralnie różnych, a nieraz wręcz sprzecznych, prób naukowej interpretacji rzeczywistości, a następnie do przyjęcia zupełnie nowej, konstruktywistycznej filozofii nauki, otwierając tym samym drogę do jej nowego, „rewolucyjnego” rozumienia.

Nie bez znaczenia była zresztą również radykalna zmiana atmosfery intelektualnej, jaką przyniosły lata sześćdziesiąte i rodząca się kontrkultura, poszukująca alternatywnych sposobów życia wobec opartego na nauce i technice społeczeństwa konsumpcyjnego. Trudno nie zauważyć, iż Kuhn i jego dzieło doskonale wpisali się w powojenny klimat kontestowania wiary w to, iż rozwój nauki przyniesie dobrobyt i oświecenie dla wszystkich.

Amerykanin, już na samym początku „Struktury rewolucji naukowych” zakwestionował dotychczasowe przekonanie na temat kumulatywnego i ewolucyjnego charakteru nauki, oświadczając, że nie jest ona zbiorem faktów, teorii i metod przedstawianych w podręcznikach, do którego uczeni próbują co jakiś czas dorzucić ten lub inny szczegół, a postęp naukowy nie polega na stopniowym dokładaniu tych elementów, po jednym lub po kilka, do wciąż rosnącego zasobu technik i wiedzy[3].

Zauważył przy tym, że przez przeważającą część historii nauki ta ostatnia rządzona jest przez jakiś „paradygmat”[4], który można zdefiniować jako pewien elastyczny wzorzec badawczy: schemat pojęć, wyników i procedur, który organizuje późniejsze badania[5]. Ustalają go pewne dzieła naukowe, takie jak „Principia” Izaaka Newtona lub „New System of Chemical Philosophy” Johna Daltona, a okres ten Kuhn nazywa okresem „nauki normalnej” – kiedy to pewien zbiór teoretycznych ujęć zjawisk zostaje uznany przez większość uczonych za podstawię dalszych badań. Paradygmat i nauka normalna są ze sobą nierozerwalnie związane – paradygmat wyznacza granice dla „nauki normalnej”, a „nauka normalna” aktualizuje i artykułuje paradygmat.

Po jakimś czasie, nastaje jednak moment w którym „nauka normalna”, czyli ta uprawiana w ramach aktualnie obowiązującego paradygmatu, nie umie odpowiedzieć sobie na zaistniałe pytania i wątpliwości. Uczeni natrafiają na fakty z których interpretacją uporać się nie mogą, jako że wyniki doświadczeń nie zgadzają się z przewidywaniami, zaś wszelkie próby uporania się z tego typu trudnościami za pomocą posiadanych środków teoretycznych nie przynoszą zadowalających rezultatów. Owe niespodziewane trudności Kuhn nazywa „anomaliami”[6].

Anomalie nie obalają teorii, nie doprowadzają też do jej odrzucenia. Często tłumaczy się je bowiem błędem pomiaru lub brakiem doświadczenia u danego naukowca. Gdy jednak próby modyfikacji teorii bez zmiany paradygmatu nie dają zadowalającego rezultatu, a liczba anomalii wciąż się zwiększa, wówczas można już mówić o „kryzysie” w nauce.

Nauka w stanie „kryzysu” przypomina nieco naukę w stanie „przedparadygmatycznym” – pojawiają się hipotezy pomocnicze, pozwalające wyjaśnić pewne zjawiska, usuwające trudności w jednej dziedzinie i kształtujące je w innej; mnożą się konkurencyjne modyfikacje, a żadna nie jest na tyle zadowalająca by zdobyć powszechną akceptację.

Ostatecznie z „kryzysu” wyłania się nowy paradygmat, albo też kilka konkurencyjnych paradygmatów, spośród których zaakceptowany zostaje ten, który radzi sobie z anomaliami zaistniałymi w obrębie minionego paradygmatu, w sposób najlepszy. Co szczególnie istotne – nowy paradygmat nie jest ewolucyjnym rozwinięciem poprzednio obowiązującego, jako że z chwilą jego uznania zmieniają się nie tylko teorie naukowe, lecz cały system, model wyjaśnień, reguły metodologiczne oraz język, który je opisuje.

„Przejście od paradygmatu znajdującego się w stanie kryzysu do innego, z którego może wyłonić się nowy okres nauki normalnej, nie jest procesem kumulatywnym, nie następuje ono w wyniki uszczegółowienia lub rozszerzenia starego paradygmatu – stwierdzał Kuhn – Jest to raczej przebudowa danej dziedziny od podstaw, zmieniająca niektóre najbardziej elementarne uogólnienia teoretyczne oraz wiele metod i zastosowań paradygmatycznych. W okresie przejściowym problemy jakie mogą być rozwiązane przez stary i nowy paradygmat, w znacznym stopniu się pokrywają, ale nigdy całkowicie[7].

Rewolucja naukowa zwycięża więc stopniowo, w miarę zmniejszania się liczby przeciwników i wzrostu liczby zwolenników nowego sposobu widzenia, myślenia i działania. Proces przechodzenia na jego stronę jest przyspieszany przez pewnego rodzaju dodatnie sprzężenie zwrotne – w miarę, jak rośnie liczba uczonych pracujących w ramach nowego paradygmatu, jest on doskonalony, w rezultacie wzrasta liczba jej sukcesów, coraz więcej powstaje też na nim, co jeszcze bardziej wzmacnia jej atrakcyjność[8].

Z czasem nowy paradygmat coraz bardziej się utrwala – w badaniach, doświadczeniach i publikacjach naukowych – kończąc „rewolucję” i zapoczątkowując nowy okres nauki normalnej.

Poglądy Kuhna były szeroko omawiane i mocno atakowane. W drugim wydaniu „Struktury rewolucji naukowych” złagodził nieco niektóre ze swych tez, ale ich zasadnicza wymowa nie uległa zmianie. Należy przy tym pamiętać, że dotyczyły one głównie nauk przyrodniczych, a nie nauk społecznych i humanistycznych do których wszakże należą nauki prawne, znajdujące się w centrum zainteresowania niniejszej pracy.

Zastrzeżenie to jest bardzo istotne, jeżeli weźmie się pod uwagę specyfikę nauk społecznych oraz humanistycznych i ich podstawową cechę – wieloparadygmatyczność. Otóż w odróżnieniu od nauk przyrodniczych, gdzie nowy paradygmat anuluje swego poprzednika, tak jak mechanika Einsteina „zanegowała” mechanikę Newtonowską, na gruncie nauk społecznych i humanistycznych pojawienie się nowego paradygmatu nie wyłącza „działania” starego paradygmatu. Kuhn twierdził, że dochodzi tutaj do swego rodzaju „wojen paradygmatycznych”, czyli zwalczania się nawzajem uczonych z różnych obozów i odmawiania innym charakteru naukowości, czego zresztą nie da się interpretować jako racjonalnego procesu, w ramach którego miałby się wyrażać rozwój nauki, a bardziej jako coś w rodzaju rywalizacji stronnictw politycznych[9]. Z kolei Karl Popper zauważył iż poszczególne paradygmaty są wobec siebie raczej komplementarne, tj. wzajemnie się uzupełniają.

Nauki prawne, czyli zbiór nauk społecznych i humanistycznych zajmujących się prawem, wpisują się w oba stanowiska. Zwolennicy poszczególnych paradygmatów zmagają się ze sobą intelektualnie, lecz jednocześnie trudno nie zauważyć, że konkurujące „szkoły” prawa nawzajem się dopełniają, rozszerzając spojrzenie na prawo jako na naukę (z czego niektórzy korzystają, jak chociażby Hart, czy Dworkin). Jeśli zresztą chodzi o tę ostatnią, to warto przed przystąpieniem do omawiania jej paradygmatów, powiedzieć o niej kilka słów więcej, tym bardziej, że jak można przewidywać, wiążą się z nią pewne kontrowersje.

W obrębie nauk prawnych, zgodnie z tradycją zapoczątkowaną przez Friedricha Carla von Savigny’ego i niemiecką szkołę historyczną, ze względu na dominujący typ metodologii i problematyki wyróżnia się:

  1. Dogmatykę prawa – tj. naukę prawa obowiązującego, zajmującą się interpretacją tekstu, konstrukcją pojęć umożliwiających tę interpretację oraz systematyzacją pojęć prawnych, dzielącą się na dyscypliny odpowiadające poszczególnym gałęziom prawa np. konstytucjonalistyka, karnistyka, cywilistyka[10];
  2. Ogólne nauki o prawie – zajmujące się ogólnymi zagadnieniami związanymi z prawem, tj. filozoficzną refleksją nad prawem, jego istotą i celem, jak również problemami stosowania, wykładni i obowiązywania prawa i przybierające postać odpowiednio filozofii prawa, bądź teorii prawa[11];
  3. Nauki historyczno-prawne – blisko powiązane pod względem metodologii z historią, jednak nie ograniczające się jedynie do badania tzw. pomników prawa, lecz zajmujące się również analizą kultury prawnej określonej grupy z punktu widzenia jej ewolucji i historycznych uwarunkowań. W ich skład wchodzi między innymi historia prawa oraz historia doktryn politycznych i prawnych[12];
  4. Nauki pomocnicze prawa – niewymienione przez Savigny’ego, opierające się na dorobku i metodologii innych nauk i odnoszące się następnie do badania prawa, np. kryminalistyka, kryminologia, medycyna sądowa, logika prawnicza, czy socjologia prawa[13].

Tak, jak to zostało już zasygnalizowane wyżej, niektórzy uczeni uważają za kontrowersyjne, używanie określenia „nauka” na powyższy sposób refleksji o prawie. Zarzut ten dotyczy w szczególności dogmatyki prawa, a rozważania nad jej wątpliwą „naukowością” apogeum osiągnęły w II połowie XIX wieku, po głośnym wystąpieniu berlińskiego prokuratora – Juliusa Hermana von Kirchmanna – który w mowie zatytułowanej „Die Wertlosigkeit der Jurisprudenz als Wissenschaft” („Bezwartościowość prawoznawstwa jako nauki”) zarzucił dogmatyce, iż: po pierwsze – w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych niczego nie wyjaśnia; po drugie – że jej tezy są subiektywne, tj. uzależnione od ocen interpretatora; po trzecie – że jest nauką sezonową, czyli szybko się dezaktualizującą („Trzy słowa ustawodawcy i całe biblioteki prawnicze mogą zostać wyrzucone na makulaturę.”), i po czwarte – że odznacza się brakiem postępu metodologicznego, stosując te same metody badawcze od czasów Starożytnego Rzymu[14].

Próba rozstrzygnięcia problemu prawa jako nauki znalazła ujście w dwóch przeciwstawnych koncepcjach: „naturalistycznym ujęciu prawa” i „antynaturalistycznym ujęciu prawa” – istotnych w perspektywie omawiania interesujących nas paradygmatów.

Pierwsza z nich jest efektem przyjęcia na gruncie nauk społecznych postulatów wywodzących się z wczesnopozytywistycznej socjologii Auguste’a Comte’a, tak zwanego – „naturalizmu”. W ramach tego ujęcia można wyróżnić naturalizm przedmiotowy i naturalizm metodologiczny, przy czym ten pierwszy niejako wynika z drugiego. Naturalizm przedmiotowy utrzymuje bowiem, że prawidłowości życia społecznego (a więc i życia prawnego) są specyficzną odmianą prawidłowości dających się zaobserwować w świecie przyrody, co prowadzi do przyjęcia założenia będącego istotą naturalizmu metodologicznego – metody badawcze stosowane zarówno w naukach społecznych jak i przyrodniczych są, lub winny być takie same. Wypracowywanie wspólnych metod oraz badanie tych samych przedmiotów na rożnych poziomach: od fizycznego, przez chemiczny, biologiczny, socjobiologiczny, psychologiczny, aż po socjologiczny, prawny czy ekonomiczny, pozwoli ostatecznie na szybszy rozwój badań i osiągnięcie „jedności wszystkich nauk”. W ujęciu naturalistycznym nauka prawa jest nauką empiryczną. Jej zadaniem jest wyjaśnianie (funkcja eksplanacyjna), przewidywanie (funkcja predykcyjna) oraz instrumentalnie skuteczne sterowanie procesami społecznymi (funkcja techniczna). Nauka prawa ma wyjaśniać rzeczywistość prawną, opisując charakter powiązań między poszczególnymi faktami prawnymi. W wyniku tego powinna formułować twierdzenia ogólne, umożliwiające ustalenie prawidłowości życia prawnego, na podstawie których można stawiać prognozy i przewidywać przyszłe zdarzenia prawne[15]. Naturaliści zauważają przy tym, że poznawanie przyrody odznacza się skutecznością, gdyż opiera się na bezstronnej i wolnej od wartości obserwacji, o którą niezwykle trudno w naukach humanistycznych i społecznych. Stąd już tylko krok, do tezy iż nauki prawne winny ograniczać się wyłącznie do obserwacji zewnętrznego zachowania człowieka, odrzucając metafizykę i to co niepoznawalne, czyli ludzkie wnętrze. Przedmiotem badań jest więc wyłącznie zewnętrzne zachowanie, definiowane jako „przemieszczanie się ludzkiego ciała w przestrzeni” i odróżniane od działania, które zawsze jest doniosłą całością i na którym z kolei skupia się zainteresowanie antynaturalistów[16].

Efektem wpływu naturalistów było zaistnienie w prawoznawstwie takich kierunków jak: realizm prawniczy czy socjologia prawa.

Na bazie sprzeciwu wobec powyższych założeń, wykształciło się antynaturalistyczne ujęcie prawa, którego zwolennicy zauważają, że metody stosowane w naukach społecznych i humanistycznych nie mogą być tożsame z tymi, jakich używa się w naukach przyrodniczych, gdyż są one na ogół naukami interpretującymi i wartościującymi. Ponadto prawidłowości życia społecznego diametralnie różnią się od tych, które można zaobserwować w świecie przyrody (skrajny antynaturalizm kwestionuje wręcz istnienie jakichkolwiek prawidłowości w życiu społecznym). Człowiek jest czymś więcej niż przedmiotem, jest podmiotem, który dzięki wolnej woli i aktywności może ingerować w przebieg procesów społecznych, toteż nauki humanistyczne i społeczne nie powinny jedynie opisywać rzeczywistości, ale również kreować pozytywne i wartościujące projekty porządku społecznego[17]. Obserwacja, będąca podstawą poznania naukowego w przyrodoznawstwie dostarcza jedynie fragmentarycznej wiedzy o kulturze, gdyż umyka jej cała sfera znaczeń kulturowych. Innymi słowy – obserwacja nie daje pełnej wiedzy o tym, co społeczne. Wszelkie przedmioty kultury składają się bowiem z dwóch elementów: substratu materialnego i strony znaczeniowej. Ten pierwszy ma charakter sensybilny i możemy poznać go dzięki zmysłom – toteż może on być przedmiotem obserwacji. Ten drugi, mając charakter intelligibilny, nie istnieje materialnie, lecz jest elementem kultury właściwej dla określonej wspólnoty społecznej, więc nie może być przedmiotem obserwacji, pomimo tego, że stanowi integralną część zachowania ludzkiego. Sprawia to, że rzeczywistość kultury, w odróżnieniu od rzeczywistości natury, ma dualistyczną konstrukcję, wymagającą innej metody badawczej: umiejętnego łączenia substratu materialnego ze stroną znaczeniową[18].

Antynaturalizm zaowocował rozwojem rozmaitych koncepcji poszukujących alternatywy dla nowoczesnego dogmatycznego modelu prawoznawstwa, między innymi: koncepcji retoryki, argumentacji prawniczej, Dworkinowskiej koncepcji prawa czy instytucjonalnego pozytywizmu prawniczego[19].

Na przestrzeni obu, omówionych powyżej, kierunków w metodologii nauk społecznych, rozwinął się szereg paradygmatów nauk prawnych, czyli różniących się w fundamentalny sposób systemów myślenia o prawie. Tak, jak to zostało zasygnalizowane wcześniej, według Karla Poppera na gruncie nauk społecznych i humanistycznych, a więc i nauk prawnych, nowe paradygmaty nie wykluczają poprzednich, pozostając z nimi w szczególnej relacji – bądź to uzupełniania się, bądź to indyferentności („wchodzenia na górę różnymi ścieżkami”).

Do trzech podstawowych paradygmatów w dziedzinie nauk prawnych zalicza się:

  • Paradygmat prawno-naturalny;
  • Paradygmat pozytywistyczny;
  • Paradygmat socjologiczno-psychologiczny (realistyczny),
    – choć czasami wymienia się również „paradygmat teologiczny”[20], poprzedzający powstanie dwóch pierwszych.

Koncepcje prawa, jakie przewijają się w ich obrębie zostaną omówione po kolei.

Paradygmat prawno-naturalny wyrósł w XVI wieku na gruncie postulatu zeświecczenia nauki. Zanikło wówczas pojęcia prawa wieczystego, czyli przedwiecznego prawa Bożego, zastąpione przez poszukiwanie podstaw legitymizacji uniwersalnego prawa w naturze ludzkiej, naturze społecznej, a nawet naturze przyrody. Zgadzano się przy tym nadal co do tego, że istnieją normy obowiązujące niezależnie od państwa, nadrzędne wobec prawa pozytywnego; i że normy te, tworzące zbiór prawa naturalnego charakteryzują się większą stałością i stabilnością niż normy prawa stanowionego.

Wśród przedstawicieli nowożytnej szkoły prawa natury przewijają się: Grocjusz, Hobbes, Locke, Spinoza, Monteskiusz, Rousseau, Puffendorf i Leibniz, ale to temu pierwszemu należy się miano „laicyzatora” prawa natury. Według Grocjusza źródłem prawa naturalnego jest rozum człowieka, który nakazuje mu (tj. człowiekowi rozumnemu) przestrzegać czterech podstawowych zasad: obowiązku dotrzymywania umów, zakazu naruszania cudzej własności, obowiązku naprawienia szkody wyrządzonej z własnej winy i obowiązku karania przestępców. Z kolei myśl Hobbesa i Rousseau wiąże się z koncepcją umowy społecznej. Anglik dokonuje analizy psychologicznej natury człowieka, uznając za najważniejszy instynkt samozachowawczy, który wyraża się w dążeniu do uniknięcia gwałtownej śmierci. Jego zdaniem, to egoizm jednostki skłania ją do zrzeczenia się części swoich naturalnych praw i zawarcia umowy stanowiącej fundament wszelkiego prawa. Jest to postępowanie zgodne z racjonalną naturą istoty ludzkiej. Rousseau tymczasem uznaje umowę społeczną za formalną gwarancję wolności człowieka. Jako, że wszyscy ludzie, którzy do niej przystępują, muszą zrezygnować ze swych jednostkowych uprawnień, nikt z nich nic nie traci. Jest to rozwiązanie sprawiedliwe i rozumne, bowiem sytuacja wszystkich jednostek uczestniczących w umowie jest jednakowa[21].

Nie sposób pominąć tu również refleksji Immanuela Kanta, który szukając źródła uniwersalnego, powszechnie obowiązującego prawa formułuje imperatyw kategoryczny, brzmiący: „Postępuj tak, jakbyś życzył sobie, by maksyma twego postępowania była prawem powszechnym[22]. Ów imperatyw jest nakazem rozumu praktycznego, a jego realizacja opiera się na zasadzie autonomii moralnej człowieka – może on być spełniony jedynie dobrowolnie, z naturalnego poczucia obowiązku. Kant wyprowadza przy tym z niego trzy nakazy stanowiące podstawowe zasady porządku moralnego: nakaz wolności, nakaz prawa oraz nakaz kary. Formalnie rozumiany imperatyw staje się więc podstawą treściową dla wszelkich możliwych do sformułowania porządków moralnych i prawnych[23].

Na początku XIX wieku, paradygmat prawno-naturalny, poddany krytyce ze strony pozytywizmu prawniczego oraz niemieckiej szkoły historycznej[24] stracił na znaczeniu, by odrodzić się na nowo dopiero po II Wojnie Światowej. Do jego późniejszego renesansu przyczyniły się zarówno słabość i braki w obrębie paradygmatu pozytywistycznego, skłaniające badaczy do zwrócenia się ku teoriom prawa natury, w poszukiwaniu bardziej jednoznacznych rozstrzygnięć metodologicznych, ontologicznych oraz metodologicznych, jak i doświadczenia historyczne związane z systemami totalitarnymi. Pozytywizm prawniczy uważano wszakże za jeden z filarów które umożliwiły stworzenie totalitarnych przepisów prawa narodowego socjalizmu[25].

Współczesnej doktrynie prawa natury wiele brakuje do jednorodności. Różnice pomiędzy koncepcjami, które się z niej wywodzą, dotyczące nieraz spraw zasadniczych, występują na wszelkich poziomach analizy i uzasadniania owego prawa. Najbardziej klasyczna z nich – substancjalna koncepcja prawa natury – związana jest z odrodzeniem się tomizmu, pod koniec XIX wieku, pod wpływem encyklik Leona XIII. Proponuje ona pojęcie prawa odwołującego się do realnie istniejących, transcendentalnych wartości, których jedynym źródłem jest Bóg. System normatywny ma w niej charakter systemu statycznego, w którym o dowolnej normie, na podstawie tego systemu, możemy rozstrzygnąć (wydedukować), czy jest ona prawdziwa, czy też nie. W momencie nastania „kryzysu prawa”, gdy pozytywna filozofia prawa nie daje przekonujących podstaw do zastosowania określonych rozstrzygnięć prawnych, należy sięgnąć po pojęcie uniwersalnego prawa oraz powszechnie uznawane wartości. Jej problemem jest jednak to, że owe ponadpozytywne reguły prawa natury, zależą w dużym stopniu od akceptacji konkretnej wersji metafizyki[26].

Obok ujęć substancjalnych (materialnych), podejmowane są jednak również próby definiowania prawa natury w sposób proceduralny, czym zajmuje się chociażby tak zwana szkoła prawa natury o zmiennej treści. Jej apologeci odchodząc od substancjalnego rozumienia prawa, zwracają uwagę na historyczną, kulturową oraz epistemologiczną zmienność materialnych reguł tego prawa. Przedstawiciel neokantyzmu – Rudolf Stammler – zauważa, iż obok prawa szczegółowego (materialno-pozytywnego) funkcjonuje stała, nieokreślona w swej treści, formalna idea prawa, która przesądza o słuszności prawa pozytywnego i możliwości jego obiektywnego poznania. Prawem natury jest prawo uznane za sprawiedliwe we wspólnocie wolnych ludzi, w której każdy byłby przez wszystkich traktowany sprawiedliwie. Inny przedstawiciel tej szkoły – Lon Luvois Fuller – twierdzi z kolei, że istnieje wewnętrzna, formalna, moralność prawa, która warunkuje czy owo prawo jest sprawiedliwe. Kataloguje on owe warunki, wymieniając ich aż osiem: 1) prawo stanowione musi być w dostatecznym stopniu ogólne; 2) należycie ogłoszone; 3) może dotyczyć tylko zachowań mających nastąpić w przyszłości; 4) musi być jasne i zrozumiałe; 5) wewnętrznie niesprzeczne; 6) możliwe do zrealizowania; 7) stabilne, czy nie podlegające częstym zmianom; 8) działania urzędowe winny być zgodne z obowiązującym prawem. Naruszenie któregokolwiek z tych warunków powoduje, że dany system nie może być uznany za system prawny[27].

Podobnie jak u zarania paradygmatu prawno-naturalnego, tak i współcześnie próbuje się go uzasadniać poprzez umowę społeczną. Przedstawicielem tego nurtu jest między innymi John Rawls, twierdzący iż umowa społeczna może być zawarta jedynie w stanie natury, gdy jednostki nie znają jeszcze swojego położenia, statusu społecznego oraz talentów, posiadając co najwyżej minimum wiedzy na temat tak zwanych „okoliczności sprawiedliwości”. Gwarantuje to, że nikt nie stworzy teorii sprawiedliwości dającej mu wyłączne korzyści. Rawls zauważa przy tym, że formalne reguły sprawiedliwości winny cechować się: ogólnością przedmiotową, publicznością i abstrakcyjnością, oraz ostatecznie formułuje dwie fundamentalne zasady sprawiedliwości proceduralnej, zgodne z etycznymi intuicjami jednostki: 1) zasada priorytetu wolności nad innymi wartościami, 2) zasada priorytetu sprawiedliwości nad efektywnością i dobrobytem[28].

Kończąc wymienianie przykładowych, współczesnych koncepcji prawa natury nie sposób pominąć również teorii Gustawa Radbrucha, który głosi iż jeżeli norma prawna w drastyczny sposób łamie podstawowe normy moralne, to nie obowiązuje. Radbruch określa ponadto warunki jakie powinno spełniać prawo, aby mieć moc obowiązującą. Twierdzi, że ludzie mają pewne wyobrażenia o prawie i jego naturze, że jest im dana pewna idea prawa, zawierająca w sobie trzy elementy: postulat sprawiedliwości (nakazujący by prawo było jednakowe dla wszystkich), ideę dobra powszechnego (w myśl której prawo ma służyć powszechnemu dobru), oraz pewność prawa (związaną z bezpieczeństwem prawnym). Elementy te powiązane są ze sobą w sposób dialektyczny tworząc triadę gdzie zależnie od sytuacji jeden z nich wysuwa się na czoło.

Największym filozoficzno-metodologicznym rywalem kierunku prawno-naturalnego jest niewątpliwie paradygmat pozytywistyczny, który zaistniał na początku XIX wieku, jako krytyczna reakcja na niemiecką szkołę historyczną. Pozytywizm prawniczy[29] dominował w prawoznawstwie drugiej połowy XIX i pierwszej połowy XX wieku, rozwijając się w dwóch równoległych nurtach – anglosaskim (common law) i kontynentalnym (civil law) – wśród których można jednak z łatwością wyróżnić dwa niezmienne twierdzenia: 1) prawo jest wyrazem woli ustawodawcy, oraz 2) prawo jest wyrażone w tekście. Przyjęcie pierwszej tezy oznacza przeciwstawienie się przekonaniu o koniecznych związkach prawa i moralności, z kolei druga przesądza o sposobie istnienia prawa w świecie rzeczywistym – jest ono uchwytne jako wypowiedź języka, czy też struktura takich wypowiedzi[30].

Z założeniami pierwszej tezy wiąże się zresztą inny z podziałów w obrębie paradygmatu pozytywistycznego, a mianowicie rozdział na tak zwany „pozytywizm twardy” i „pozytywizm miękki”. Pierwotnie kierunek pozytywistyczny zakładał bowiem absolutne rozdzielenie prawa i moralności, jako że obiektem badań stawał się sam tekst prawny, będący tworem ustawodawcy (pozytywizm twardy). Ponure doświadczenia połowy XX wieku (rozwój systemów totalitarnych, opartych na prawie pozytywnym) spowodowały jednak, że tradycyjne, odtwórcze i niewartościujące realizowanie woli ustawodawcy skompromitowało się moralnie i politycznie, toteż zaczęto szukać wobec niego alternatywy. Odnaleziono ją w obrębie tego samego paradygmatu, poprzez zaakceptowanie wagi „prawa przedustawowego” a nawet tak zwanego „minimum prawa natury” (pozytywizm miękki). W przeciwieństwie do „pozytywizmu twardego”, „pozytywizm miękki” „wprowadza” pewne ograniczenia dla ustawodawcy, pomimo że nadal zasadniczym obiektem jego zainteresowania jest tekst prawny[31].

Sam termin – pozytywizm prawniczy – w swym najbardziej klasycznym rozumieniu, kojarzony jest z dwoma filozofami i prawnikami brytyjskimi – Jeremy Benthamem oraz jego uczniem – Johnem Austinem. Ten pierwszy, twórca teorii utylitaryzmu, wychodzi z założenia, że wszystko co w życiu czyni człowiek podporządkowane jest unikaniu bólu i dążeniu do przyjemności. Człowiek w ujęciu Benthama jest bowiem istotą racjonalną, zdolną do dążenia do szczęścia w oparciu o refleksję nad zyskami i stratami płynącymi z określonego działania i jego skutków, czyli do dokonania tak zwanego „rachunku szczęśliwości”. Podstawowym kryterium rozróżniania działań pozytywnych i negatywnych jest zaś dla utylitarystów „zasada użyteczności”, głosząca iż postępowanie jest słuszne, jeśli prowadzi do uzyskania jak największej ilości szczęścia i jak najmniejszej ilości nieszczęścia. Stąd już tylko krok do założenia, że zadaniem państwa i prawa powinno być osiągnięcie jak największej użyteczności w sferze społecznej. Sposobem na to jest ujęcie zasad współżycia ludzkiego w ramy stałego i powszechnie znanego prawa, które umożliwiłoby dokonanie racjonalnej kalkulacji pozwalającej uniknąć przykrości wynikających z jego przekroczenia. Bentham wyróżnia przy tym osiem niezbędnych komponentów regulacji prawnych: 1) prawo musi określać podmiot, którego wola jest artykułowana; 2) prawo musi określać przedmiot, czyli te sytuacje lub rzeczy, do których stosują się nakazy lub zakazy; 3) prawo musi określać zakres zastosowania nakazów i zakazów; 4) prawo musi określać rożne aspekty stosowalności zakazów i nakazów; 5) prawo musi określać rodzaj i warunki zastosowania przymusu państwowego; 6) prawo musi określać środki potrzebne do zrealizowania nakazów i zakazów; 7) prawo musi określać, jakie są właściwe sposoby formułowania i ogłaszania tekstów prawnych; 8) prawo musi określać instytucje egzekucyjne i procedury według, których muszą one działać.

Austin, kontynuując myśl swojego mentora, definiuje prawo jako mający charakter ogólny i zabezpieczony sankcją rozkaz suwerena politycznego skierowany do jego poddanych. Jego zdaniem powyższe wymagania spełnia prawo pozytywne – tworzone przez człowieka dla innych ludzi, jak i prawo Boże – tworzone przez Boga dla ludzi (jest rozkaz suwerena o charakterze ogólnym – „Dziesięć Przykazań” oraz sankcja – wieczne potępienie), jednak tylko to pierwsze winno interesować prawnika. Suwerenem politycznym jest ktoś, kto wydaje prawo – nie tylko władca lub ciało będące najwyższym podmiotem politycznym, lecz także urzędnicy będący przedstawicielami pierwszego lub drugiego, oraz prywatne osoby podczas dochodzenia lub realizowania przysługujących im praw. Odróżnia on ponadto suwerena prawnego (de iure) od suwerena faktycznego (de facto), zauważając, że ten pierwszy staje się nim w wyniku przyznania mu konkretnych uprawnień, a ten drugi rządzi realnie w oparciu o faktyczny posłuch społeczny. Zdaniem Austina oczywiście istotniejszy jest suweren faktyczny, jako że to „suweren kreuje prawo, a nie prawo kreuje suwerena” i aby wskazać rzeczywistego suwerena, należy obserwować społeczeństwo, badając, komu daje posłuch. Suwerenność jest przy tym nieograniczona (jego władzy nie może ograniczyć nikt inny, także on sam); niepodzielna (nie może być rozdzielona pomiędzy poszczególne podmioty, np. króla, parlament) i nieprzerwana (ma charakter ciągły). Jeśli chodzi o metodologię, to Austin sprzeciwia się uwzględnianiu czynnika historycznego, przekonując, że prawnika powinno interesować tylko prawo obowiązujące aktualnie[32].

Inny z przedstawicieli nurtu anglosaskiego pozytywizmu prawnego – Herbert Hart, zauważa, że punktem wyjścia dla uchwycenia istoty prawa jest zrozumienie pojęcia reguły (normy) prawnej i sposobu w jaki funkcjonuje ona w społeczeństwie. Sensem reguły prawnej jest to, że nakłada ona powinność określonego zachowania się, w przypadku jej naruszenia pociągając za sobą największą i najdotkliwszą presję społeczną, gdy tymczasem przy naruszeniu reguł moralnych (również nakładających powinność konkretnego zachowania się) ta presja jest znacznie mniejsza i bardzo rzadko prowadzi do zaistnienia sankcji fizycznych. W społeczeństwach na prymitywnym etapie rozwoju, dla ich utrzymania i funkcjonowania, wystarczają zazwyczaj zwykłe reguły zobowiązaniowe, poparte jakaś formą przymusu. Hart nazywa je „regułami pierwotnymi”. Szereg czynników sprawia jednak, że ujmowanie systemu prawa jako zbioru wyłącznie tego typu reguł, staje się w pewnym momencie rozwoju społeczeństwa niewystarczające. System nie ma zdolności do samoorganizowania się, gdyż reguły pierwotne nie mogą regulować procesu własnego wytwarzania i zmiany (wada statyczności), ponadto nie jest jasne, które z nich są regułami obowiązującymi (wada niepewności) i jakie są procedury stosowania reguł (wada nieskuteczności). Sprawia to, że obok reguł pierwotnych muszą istnieć również reguły wtórne, mające charakter proceduralny, określające sposób posługiwania się regułami pierwotnymi. Wspomniane reguły wtórne dzielą się na: reguły zmiany (usuwające wadę statyczności), reguły orzekania (usuwające wadę nieskuteczności) reguły uznania (usuwające wadę niepewności). Hart uznaje rozdział prawa i moralności, ale nadaje mu złagodzoną formę twierdząc, że w prawie musi istnieć pewne minimum moralności („minimum treści prawa natury”). Może mieć dowolną treść, ale powinno uwzględniać pewne właściwości człowieka i świata, który go otacza[33].

Jeśli chodzi o nurt kontynentalny, to pozytywizm ten stanowi istną mozaikę szkół i kierunków. Ogólnie rzecz biorąc zakłada on, iż jedynym realnie istniejącym prawem jest prawo stanowione, dające się wyprowadzić z rzeczywistego aktu ustawodawczego, podczas gdy prawo naturalne powinno zostać usunięte poza nawias zainteresowań nauki prawa. Ustawa jest jedynym źródłem prawa, a suweren posiada niczym nie ograniczoną wolność w zakresie jego stanowienia. Każda decyzja stosowania prawa musi być „związana” obowiązującymi ustawami, a rozstrzygnięcie sądowe winno być w jak największym stopniu ścisłe. Sędziowie są tylko „ustami ustawy”, odpowiedzialnymi za ścisłe jej wykonanie. System prawny winien być hierarchicznie uporządkowany, posiadać cechę zupełności oraz niesprzeczności i zawierając normy ogólne oraz abstrakcyjne. Prawo jest więc wielkością stałą, a najważniejszą wartością jaką winien spełniać porządek prawny jest bezpieczeństwo. W imię jego formalnego rozumienia można wystąpić nawet przeciwko regułom materialnie pojmowanej sprawiedliwości[34]. Założenia te, co zostało wspomniane wyżej, w znawczym stopniu skompromitowały się w I połowie XX wieku, co doprowadziło do zaistnienia pozytywizmu „miękkiego”, jednak nie była to jedyna próba zrekonstruowania pozytywistycznej teorii prawa.

Jedną z ciekawszych podjął na pewno Hans Kelsen, twórca tak zwanej „normatywistycznej teorii prawa”. Punktem wyjścia do jego rozważań jest radykalny rozdział prawa i moralności oraz prawa i faktu. Zarzuca on pozytywizmowi mieszanie sfery bytu (faktycznego istnienia prawa) ze sferą powinności. Lekarstwem na to jest koncepcja „czystej nauki prawa”, pozwalająca na badanie świata „czystych” powinności prawnych i uwolnienia pojęcia prawa od zewnętrznej wobec systemu normatywnego, empirycznej rzeczywistości. W języku powinności wyrażane są za pomocą norm, toteż prawem dla Kelsena jest wyłącznie norma, będąca elementarną strukturą prawa. Norma prawna nie może przy tym istnieć poza systemem normatywnym, co więcej jej obowiązywanie daje się zdefiniować tylko dzięki temu systemowi. Austriak dzieli owe systemy na trzy typy: statyczne, dynamiczne i mieszane. Wszystkie łączy ujmowanie systemu jako całości hierarchicznej, autonomicznej, uporządkowanej i zamkniętej jedną normą najwyższą, a różni je charakter powiązań pomiędzy normami. W systemie statycznym związki pomiędzy normami mają charakter inferencyjny, co znaczy że normę niższą można wyprowadzić z treści normy bezpośrednio wyższej. W systemie dynamicznym normy są powiązane w sposób formalny, co przekłada się na to, że norma bezpośrednio wyższa zawiera kompetencję normodawczą do wydania normy niższej. Wreszcie w systemie mieszanym powiązania pomiędzy normami mają charakter albo statyczny, albo dynamiczny. Normą najwyższą jest „norma podstawowa”, określana jako „czysto pomyślana lub sfingowana”. Stanowi ona transcendentalno-logiczne domknięcie systemu[35].

Najmłodszy z paradygmatów, zwany nieraz paradygmatem psychologiczno-socjologicznym (lub realistycznym), jak sama nazwa wskazuje, wiąże się z rozwojem nauki psychologii i socjologii. Koncepcje wchodzące w jego skład różnią się w jeszcze większym stopniu niż to miało miejsce na gruncie omawianych wyżej teorii prawno-naturalnych i pozytywistycznych, ale podobnie jak tam, można pomiędzy nimi znaleźć wspólny łącznik. Jest nim większe zainteresowanie procesami zachodzącymi w świadomości człowieka. Koncepcje psychologiczno-socjologiczne widzą potrzebę odróżnienia, a nawet przeciwstawienia „prawa w działaniu” „prawu w księgach”, które jest czymś martwym i istniejąc jedynie w formalnym sensie, niemożliwym do zastosowania przy rozwiązaniu konkretnych problemów społecznych. Nauka prawa nie powinna obawiać się skorzystania z osiągnięć metodologii nauk empirycznych, a w szczególności empirycznej socjologii i psychologii. Wobec tak obfitej ilości kierunków i koncepcji, warto zarysować ów paradygmat przez przyjrzenie się trzem z nich – psychologicznej teorii prawa Leona Petrażyckiego, socjologicznej jurysprudencji i amerykańskiemu realizmowi prawniczemu.

Psychologiczna teoria prawa Leona Petrażyckiego lokuje prawo pośród przeżyć psychicznych. Zauważa on iż prawo i moralność nie są czymś obiektywnym, gdyż nie można mówić ani o pierwszym, ani o drugim, jeżeli nie zaistnieje pewne przeżycie. Przeżycia te, zwane przez niego emocjami, stanowią podstawową klasę zjawisk psychicznych, albowiem to właśnie one warunkują ludzkie zachowanie i działanie. Inne z elementów życia psychicznego mogą co najwyżej pośrednio wpływać na to zachowanie, wywołując określone emocje. Petrażycki zdecydowanie oddziela emocje moralne od emocji prawnych. Te pierwsze mają charakter jednostronnie–imperatywny, czyli wyłącznie zobowiązujący, jako że są to obowiązki które człowiek odczuwa w stosunku do innych osób jako wolne – nic go do nich nie zobowiązuje. Z kolei przeżycia prawne są imperatywno-atrybutywne, czyli uprawniająco-zobowiązujące, ponieważ pod ich wpływem jedna ze stron przeżywa poczucie uprawnienia, czy tez przywileju, a druga poczucie powinności, obowiązku. Petrażycki uważa ponadto, że prawo pozytywne, rzadko istnieje w świadomości ludzi, nie jest świadomie przeżywane, przez co nie można nazywać go prawem. Jednocześnie pozbawione przeżyć związanych z prawem są także sytuacje, w których jedna ze stron stosuje przymus do wyegzekwowania swoich praw, a druga strona odczuwa wobec tego tylko strach, co zresztą prowadzi do wykluczenia z kategorii prawa, prawa systemów totalitarnych[36].

Nieco inaczej zapatruje się na te kwestie socjologiczna jurysprudencja traktująca prawo jako jeden z najistotniejszych instrumentów oddziaływania społecznego. Już Ihering zauważał, że w naukach zajmujących się człowiekiem i społeczeństwem, nadrzędnym pojęciem jest cel. Człowiek czyni coś nie „ponieważ”, ale „w celu osiągnięcia czegoś, toteż rolą prawa jest łagodzenie konfliktu pomiędzy celami społeczeństwa, a celami jednostki. Aby to osiągnąć państwo z jednej strony stosuje nagrody, z drugiej zaś przymus jako formę kary. W myśli tej wyraźne są echa utylitaryzmu Benthama, którego filozofią inspirował się również Roscoe Pound – uchodzący za twórcę socjologicznej jurysprudencji. Pound postuluje odejście od prawniczego formalizmu, i nastawienie się bardziej pragmatycznie, biorąc pod uwagę interes ogólny społeczności oraz faktyczne działanie prawa w społeczeństwie. Prawnik ma stać się inżynierem, ulepszającym strukturę społeczną, dbającym o zbilansowanie wszystkich interesów: państwowych, społecznych i indywidualnych. Wymaga to oczywiście ogromnej wiedzy o społeczeństwie, toteż powinien on jak najlepiej poznać prawidłowości i uwarunkowania życia społecznego. Oczywiście nie oznacza to całkowitego zerwania ze studiowaniem tekstów prawnych, gdyż są one doskonałym źródłem wiedzy o wartościach, interesach i konfliktach społecznych. Dopiero ta wiedza pozwala sterować mechanizmem społecznym i rozwiązać podstawowe problemy z nim związane[37].

Amerykański realizm prawniczy, łączony czasem z socjologiczną jurysprudencją, związany jest ściśle ze specyfiką tamtejszego systemu prawnego (common law). Dominująca rola konstytucji przy równoczesnym powierzeniu zadania jej interpretacji wybieralnym sędziom posiadającym centralną i władczą pozycję w całym procesie orzekania, zrodziły pragmatyczne przekonanie, że przy badaniu prawa należy skupić się przede wszystkim na zachowaniu sędziego. Analiza prawa obejmuje przy tym nie tylko rozstrzygnięcie, lecz całokształt procesu, który prowadzi sąd do podjęcia takiego, a nie innego orzeczenia. Uwzględnia się w niej zarówno czynniki psychologiczne i socjologiczne, jak i ekonomiczne, społeczne oraz polityczne – jednym słowem wszystko, co może wpływać rozstrzygnięcie. Jednocześnie realiści zgadzają się co do tego, że prawo jest instrumentem służącym osiąganiu określonych celów społecznych, a jako że społeczeństwo zmienia się szybciej niż prawo, to ostatnie musi być nieustannie poprawiane[38].

Oczywiście obok trzech wymienionych paradygmatów istnieje całe multum szkół, kierunków metodologicznych i teorii, stawiających sobie za cel wytłumaczenie istoty prawa, których omówienie jeszcze zwiększyłoby długość niniejszej pracy. Każdy z nich przyczynia się do ubogacenia spojrzenia na naukę prawa i każdy w jakimś stopniu bazuje na założeniach ideowych wspomnianych klasycznych paradygmatów. Czy oznacza to, że w nauce prawa powiedziano już wszystko? Cóż, być może czas na kolejną rewolucję paradygmatyczną i powstanie paradygmatu, który zaaplikuje do nauki prawnej chociażby najnowsze odkrycia w dziedzinie biologii.

BIBLIOGRAFIA:

  • Bator Andrzej, Wprowadzenie do Nauk Prawnych, Leksykon tematyczny, Warszawa 2008;
  • Blackburn Simon, Oksfordzki słownik filozoficzny, Warszawa 1997;
  • Łakomy Jakub, Spór naturalizm versus antynaturalizm w naukach prawnych a zagadnienie integracji zewnętrznej nauk prawnych, [w:] Mirosław Sadowski, Piotr Szymaniec (red.), Prace z zakresu myśli polityczno-prawnej oraz elektronicznej administracji, Wrocław 2010;
  • Kuhn Thomas, Struktura rewolucji naukowych, Warszawa 2001;
  • Jodkowski Kazimierz, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 22, Lublin 1990;
  • Sady Wojciech, Spór o racjonalność naukową Od Poincarego do Laudana, Wrocław 1995;
  • Stelmach Jerzy, Sarkowicz Ryszard, Filozofia Prawa XIX i XX wieku, Kraków 1999;
  • Tatarkiewicz Władysław, Historia Filozofii, t. III, Warszawa 1998.

[1] Pogląd ten jest kwestionowany. Zauważa się że Kuhn wiele centralnych koncepcji zaczerpnął od Ludwika Flecka (1896-1961), bakteriologa i filozofa nauki ze Lwowa, autora pracy – „Wprowadzenie do nauki o stylu myślowym i kolektywie myślowym.”, ogłoszonej po niemiecku w 1935 roku. Podobne, a precyzyjniej wyrażone idee zawarł również Kazimierz Ajdukiewicz w trzech artykułach opublikowanych w latach 1934-1935 na łamach „Erkenntnis”: „Język i znaczenie”; „Obraz świata i aparatura pojęciowa” i „Naukowa perspektywa świata.” Powyższe prace przeszły wówczas praktycznie bez echa.

Wojciech Sady, Spór o racjonalność naukową Od Poincarego do Laudana, Wrocław 1995, s. 144.

[2] Władysław Tatarkiewicz, Historia Filozofii, t. III, Warszawa 1998, s. 93.

[3] Thomas Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, Warszawa 2001, s. 20.

[4] „Paradygmat” jest terminem pochodzenia greckiego i oznacza przykład, wzór, rozumiany jako pierwotny model rzeczy zmysłowych, model w formie schematycznej, mający wartość dydaktyczną dostarczając wyraźnego i bezpośredniego oglądu szczególnie złożonych badań. Do filozofii nauki „paradygmat” został wprowadzony przez Georga Christopha Lichtenberga (1742-1799).

[5] Simon Blackburn, Oksfordzki słownik filozoficzny, Warszawa 1997, s. 285.

[6] Wojciech Sady, Spór o racjonalność naukową Od Poincarego do Laudana, Wrocław 1995, s. 159.

[7] Thomas Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, Warszawa 2001, s. 156.

[8] Wojciech Sady, Spór o racjonalność naukową Od Poincarego do Laudana, Wrocław 1995, s. 169.

[9] Zachodzi tu zresztą pewna wątpliwość, otóż Kuhn mocno akcentował rolę jednomyślności na etapie nauki normalnej, i to nie tylko jako zgody, co do obowiązywania paradygmatu. Jego zdaniem powinna to być tak silna akceptacja, że nie powstaje najmniejsza nawet potrzeba rozpatrywania podstawowych zagadnie przedmiotu i metod dyscypliny, gdyż cała energia badaczy skoncentrowana jest na rozwiązywania „łamigłówek” („puzzles”) – czyli standardowych problemów o zagwarantowanym rozwiązaniu. Kiedy pojawiają się dyskusje i spory na tematy fundamentalne, nierzadkie wszakże na gruncie nauk społecznych i humanistycznych – jest to oznaką braku jednomyślności.

Kazimierz Jodkowski, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 22, Lublin 1990, s. 200.

[10] Andrzej Bator, Wprowadzenie do Nauk Prawnych, Leksykon tematyczny, Warszawa 2008, s. 25.

[11] Ibidem, s. 54.

[12] Ibidem, s. 52.

[13] Ibidem, s. 53-54.

[14] J. H. von Kirchmann, Die Wertlosigkeit der Jurisprudenz als Wissenschaft, Berlin 1847.

[15] Jakub Łakomy, Spór naturalizm versus antynaturalizm w naukach prawnych a zagadnienie integracji zewnętrznej nauk prawnych, [w:] Mirosław Sadowski, Piotr Szymaniec (red.), Prace z zakresu myśli polityczno-prawnej oraz elektronicznej administracji, Wrocław 2010, s 112-114.

[16] Andrzej Bator, Wprowadzenie do Nauk Prawnych, Leksykon tematyczny, Warszawa 2008, s. 50-52.

[17] Jakub Łakomy, Spór naturalizm versus antynaturalizm w naukach prawnych a zagadnienie integracji zewnętrznej nauk prawnych, [w:] Mirosław Sadowski, Piotr Szymaniec (red.), Prace z zakresu myśli polityczno-prawnej oraz elektronicznej administracji, Wrocław 2010, s 116-117.

[18] Andrzej Bator, Wprowadzenie do Nauk Prawnych, Leksykon tematyczny, Warszawa 2008, s. 18-19.

[19] Ibidem, s. 21.

[20] Paradygmat teologiczny, wywodzący się z chrześcijańskich koncepcji Augustyna i Tomasza z Akwinu, zakłada iż prawo pochodzi od Boga, czyli bytu transcendentalnego.

Według Augustyna, odwiecznym prawem jest wola Boża, nakazująca przestrzegać naturalnego porządku
i zabraniająca go zakłócać. Odróżnia on przy tym „prawo Boże” od „prawa naturalnego”, z czego to drugie uważa za swoiste odbicie pierwszego. W drodze intelektualnej można poznać tylko „prawo naturalne”, natomiast poznanie „prawa Bożego” możliwe jest jedynie w drodze ekstatycznej, przy udziale i pomocy samego Boga.

Z kolei Akwinita dzieli prawo na: pozytywne, naturalne i wieczyste. To ostatnie, ugruntowane w samej Substancji Bożej, jest jednocześnie źródłem wszystkich innych praw. Obowiązkiem człowieka jest poznanie, czego prawo wieczyste od niego wymaga i dostosowanie się do owych wymagań. Istota ludzka może tego dokonać dzięki temu iż jest ono niejako wyryte w naturze człowieka pod postacią prawa naturalnego (będącego przejawem partycypacji prawa boskiego w ludzkiej naturze). Prawo pozytywne, stanowione przez człowieka, nie posiada zaś istotniejszego znaczenia, będąc zaledwie naśladownictwem prawa naturalnego, a poprzez nie prawa wieczystego.

Kres paradygmatowi teologicznemu położyło Oświecenie, lecz niektóre spośród wypracowanych przezeń instytucji i rozwiązań zostały przejęte przez inne paradygmaty, w tym pozytywistyczny.

Jerzy Stelmach, Ryszard Sarkowicz, Filozofia Prawa XIX i XX wieku, Kraków 1999, s.13-14.

[21] Jerzy Stelmach, Ryszard Sarkowicz, Filozofia Prawa XIX i XX wieku, Kraków 1999, s.15-16.

[22] Simon Blackburn, Oksfordzki słownik filozoficzny, Warszawa 1997, s. 167.

[23] Jerzy Stelmach, Ryszard Sarkowicz, Filozofia Prawa XIX i XX wieku, Kraków 1999, s.16.

[24] Niemiecka Szkoła Historyczna powstała na gruncie sporów ideowych początku XIX wieku, kwestionując zarówno kierunek prawno-naturalny, jak i pozytywistyczny. Do jej najwybitniejszych przedstawicieli należą Friedrich Carl von Savigny oraz Georg Friedrich Puchta.

Savigny wyróżnia w nauce dwie przeciwstawne orientacje – „historyczną” i „niehistoryczną”, poddając jednocześnie krytyce tę drugą. Ujęcie niehistoryczne, kładące nacisk na spekulację filozoficzną i prawo natury, popełnia wiele błędów, a najważniejszym z nich jest nieliczenie się z przeszłością i nieuwzględnianie jej w tworzeniu prawa. Prawo jest bowiem jednym z produktów ducha narodu i podobnie jak inne zjawiska kulturowe, stanowi wytwór naturalnych wewnętrznych sił, a nie rezultat woli ustawodawcy.

Puchta, podobnie jak Savigny, nadaje szczególne znaczenie duchowi narodu jako źródłu prawa, dzieląc je jednocześnie na trzy gatunki: prawo zwyczajowe, prawo ustawowe i prawa prawnicze.

Główny cel jaki stawiała sobie szkoła – tj. przeciwstawienie się kodyfikacji prawa – nie został osiągnięty, pomimo że prace nad kodeksem znacząco się opóźniły. Jej znaczenie jest jednak znacznie szersze i obejmuje zarówno historię jak i metodologię nauk społecznych, gdyż szkoła rozwinęła badania nad prawem i jego historycznym rozwojem, a wyniki jej prac i opracowane metody badawcze mają powszechne znaczenie.

Jerzy Stelmach, Ryszard Sarkowicz, Filozofia Prawa XIX i XX wieku, Kraków 1999, s.19-20..

[25]  Gustaw Radbruch, Ustawa i prawo, 1990. (http://www.iusetlex.pl/pdf/magazyn/ustawa_i_prawo.pdf)

[26] Jerzy Stelmach, Ryszard Sarkowicz, Filozofia Prawa XIX i XX wieku, Kraków 1999, s. 71-72.

[27] Ibidem, s. 67-68.

[28] Ibidem, s. 68-69.

[29] W ramach tak szerokiego prądu intelektualnego, jakim jest pozytywizm prawniczy, nietrudno o zamęt terminologiczny. Po pierwsze zdarza się, że termin „pozytywizm” używany jest w odniesieniu do niektórych koncepcji realizmu prawniczego (przykładowo skandynawski realizm prawniczy określany jest nieraz jako pozytywizm pragmatyczny). Po drugie historia myśli prawniczej doprowadziła do wykształcenia się wielu alternatywnych odmian pozytywizmu, polemizujących ze sobą nieraz w sprawach zasadniczych.

Andrzej Bator, Wprowadzenie do Nauk Prawnych, Leksykon tematyczny, Warszawa 2008, s. 59.

[30] Andrzej Bator, Wprowadzenie do Nauk Prawnych, Leksykon tematyczny, Warszawa 2008, s. 60.

[31] Ibidem, s. 60-61.

[32] Jerzy Stelmach, Ryszard Sarkowicz, Filozofia Prawa XIX i XX wieku, Kraków 1999, s. 25-31.

[33] Ibidem, s. 38-40.

[34] Ibidem, s. 32-34.

[35] Ibidem, s. 46-47.

[36] Ibidem, s. 92-96.

[37] Ibidem, s. 104-109.

[38] Ibidem, s. 96-102.

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *