„Ślepnąc od świateł” (2018)

Przyznaję, że nie jestem przygotowany do tej recenzji o tyle, że nie czytałem literackiego pierwowzoru spod pióra Jakuba Żulczyka. Pisanie jej na „świeżo”, bezpośrednio po dwudniowej sesji z serialem, też może nie sprzyjać końcowej ocenie. Już teraz, na wstępnie, mogę stwierdzić tylko tyle, że jest ona niejednoznaczna – początkowo celowałem w 7 na 10, ostatecznie formalnie wystawiam 8 na 10, ale nie przywiązujmy do tego większej wagi. Poprzestańmy na stwierdzeniu, że mamy do czynienia z serialem dobrym, a w warunkach polskich – nawet bardzo dobrym. Postaram się pokrótce wyjaśnić, dlaczego tak uważam. 

Warszawa. Z jakich obrazów najlepiej pamiętam filmową Warszawę? Z serialu Ekstradycja, gdzie była szara i goła, cuchnęła latami 90-tymi. I z Pianisty, gdzie cały jej blichtr i splendor legł na oczach widza w gruzach. Warszawa z serialu Skoniecznego jest niejako miksem tych dwóch „Warszaw” – prostej, niewyszukanej, wręcz prowincjonalnej gangsterki, i bogactwa połączonego z wolnością, które są destruktywne nie tyle dla samej Warszawy, ile jej mieszkańców. Jest to więc Warszawa w ruinie nie tyle faktycznej, ile metaforycznej, co zresztą twórcy sami nam tłumaczą już w pierwszym odcinku, efektownie zatapiając ją w morskiej otchłani. Na tle takiej Warszawy pojawia się Jakub, renomowany diler narkotykowy, jeżdżący swym drogim BMW, jak batman batmobilem ,czy ratownik w „R-ce”. Postać nietypowa: nad wyraz ułożona, na pozór nienaganna, mówiąca wolno i tylko to, co w jej mniemaniu warto powiedzieć. Aż sztuczna. Zresztą tę sztuczność podkreśla wielu widzów, określając debiutującego na ekranie Kamila Nożyńskieo mianem „drewna”, które albo nie poradziło sobie z postawionym zadaniem, albo wypadło blado na tle niemal w całości znakomitego, drugiego planu. Ale w mojej ocenie za dużo w tym serialu pieniędzy, doświadczonych zagranicznych producentów, innych utalentowanych aktorów i generalnie, marketingowej maszynerii, by pozwolić sobie na to, by główny bohater zepsuł cały serial swoim aktorskim beztalenciem. To celowy zabieg, o czym dowiadujemy się w ostatnim odcinku, w rozmowie Kuby z pewną istotną dla całej fabuły postacią. Ta ostatnia scena jest kluczem do zrozumienia całej postaci Kuby i tego, w jaki sposób jest odgrywana przez Nożyńskiego. I wiecie co? Z tą ostatnią sceną – „kluczem” trudno wyobrazić mi sobie ten serial bez drewnianego Nożyńskiego – bo to drewno pod ogień do kominka, który ma skatalizować cały nasz odbiór dzieła.

„Ślepnąc od świateł” (2018)

Dobrze, najtrudniejsze za nami. Teraz będzie już z górki. Bo jak inaczej określić grę drugiego planu, jak nie „rewelacyjnie”? Zacznijmy od Więckiewicza. Bałem się bardzo, że znów Więckiewicz zagra Więckiewicza. Lecz Więckiewicz się obronił, kreując postać gangstera na dorobku, który na ekranie nie jest znanym nam z innych obrazów „Więckiewiczem”, to jest: nie jest pijany, nie wygląda na sześćdziesiąt kilka lat, nie wylewa się z niego nihilizm; słowem – Smarzowski nie poznałby kolegi. Serialowy Jacek umie wpaść przekonywująco w furię, w czasie której nie tylko wydaje trzeźwe rozkazy, ale zdobywa się także na trzeźwą refleksję o świecie i ludziach (tu odwołuję do świetnej sceny rozmowy na basenie). Świta z dworu Jacka jest od niego znacznie mroczniejsza, ale musi taka być, skoro są jego „rękami” (bo Jacek nie brudzi sobie rąk). Zakapior o pseudonimie „Stryj”, grany przez Chabiora, to człowiek jedną nogą w latach 90-tych, a drugą w teraźniejszości – myśli i działa prosto, często instynktownie, często niesiony żądzami – pewnie dlatego jest tak przerażający. Gdzie mu jednak do głównego „bad ass’a” całego serialu, czyli gangstera Daria? O roli Jana Frycza wielu napisało wiele, w samych superlatywach, i naprawdę nie muszę tej prawdy powielać. Co zabawne, wiekowo to niemal ta sama postać, co Stryj, ale będąca jego zupełnym zaprzeczeniem; nawet wtedy, kiedy robi rzeczy tak brawurowe i skrajne, finalnie wychodzi na jego. Przeraża swoją zimną bezwzględnością, logiką nie znającą miejsca na sprzeciw, wreszcie tym, że jest jak karaluch, którego trudno zabić kapciem, i który zawsze niespodziewanie wyjdzie ci na spotkanie. Ktoś słusznie napisał, że tą rolą Frycz wykreował być może najlepszą gangsterską kreację w polskim kinie. W mojej ocenie nie są to czcze słowa.

Dobre role można wymieniać jeszcze długo, tak dużo tu postaci nad wyraz autentycznych i złożonych. Można co prawda wskazać na słabo podkreślone role kobiece; choć pojawiają się relatywnie często, są normalne w anormalnej Warszawie Żulczyka, a ich zadanie jest tylko jedno – wyciągnąć głównego bohatera z wykreowanego przez niego świata, przyszyć do niego odrobinę normalności i ludzkich uczuć. Tu pojawia się też bardzo odważny oniryzm, w którym dobry sen o wymarzonej przyszłości,  gdzieś daleko, gdzie jest spokojnie, kolorowo i ciepło, a u boku jest ukochana kobieta, miesza się z horrorem odnoszącym się do przeszłości. W pewnym momencie oniryzm staje się narkotyczną wizją, ostrożnie przenikając do świata rzeczywistego, i jeszcze bardziej podkreślając jego anormalny wymiar. Przez powyższe zabiegi jest w Ślepnąc od świateł” sporo metafor, ale ostatecznie wychodzi to serialowi na dobre.

„Ślepnąc od świateł” (2018)

Od strony technicznej jest więcej niż poprawnie. Dźwięk, ta zmora polskich filmów, jest nad wyraz dobry i wyraźny, a jeśli czegoś nie słyszymy, to albo z winy dykcji aktorów, albo z winy naszego „szeleszczącego” języka polskiego. Do tego dochodzi muzyka, potrafiąca niespodziewanie zagrać tonami przyjemnie kontrastującymi z obrazem. Dość wspomnieć, że jest tu miejsce zarówno na hip-hop, Chopina, jak i polską muzykę lat 80tych i 90tych. Równie dobrze prezentują się zdjęcia i montaż. Mogę tylko przyczepić się do jednej, nad wyraz statycznej sceny, z niezrozumiałych przeze mnie względów kręconej „z ręki”. Ale to wszystko niknie w bardzo dobrej całości, której najlepszą wizytówką jest scena wesela, trwająca niemal 9 minut i kręcona w całości na jednym ujęciu. Czy to najdłuższa tego typu scena w polskim filmie – nie wiem. Ale robi niesamowite wrażenie, mając na uwadze ilość przewijających się w niej aktorów, dialogów i akcji.

„Ślepnąc od świateł” jest wielowymiarowe. To portret mrocznej Warszawy, która jest niczym szachownica z niedbale rozstawionymi pionkami. Jeden z tych pionków, główny bohater, postanawia w pewnym momencie rozpocząć przeciwko tej Warszawie prawdziwą vendettę, zapominając, że sam tę Warszawę współtworzy. Jest to więc vendetta przeciwko jego własnemu światu. Podobną walkę, lecz nie przeciw, lecz na rzecz „tego świata” toczy Dario. Walczy o należną mu reputację i utracone wpływy z dużą zapalczywością, choć tak naprawdę do końca nie wiadomo, dlaczego. To człowiek w głębokiej depresji, samotny, który nagle spotyka na swej drodze innego samotnego człowieka, u którego ta depresja dopiero zaczyna kiełkować. I mimo odpychającego świata i przerażających głównych bohaterów, bardzo chciałoby się zobaczyć, co wyniknie z tego spotkania w kolejnym sezonie.

Okiem Erwina
8

Votum separatum.

Na wstępie zaznaczę, że ja akurat miałem okazję zapoznać się z literackim oryginałem przed obejrzeniem serialu, zatem jakkolwiek dostrzegam „rękę”, a momentami nawet (nie bójmy się tego powiedzieć) „techniczny kunszt” Skoniecznego – jeżeli w ogóle uznać, że „Ślepnąc od świateł” zasługuje na oklaski – należą się one przede wszystkim Jakubowi Żulczykowi, który dostarczył naprawdę rzetelny i mocny materiał źródłowy. Co istotne (i słuszne) – najnowsza produkcja HBO nawet nie próbuje od tego uciekać, bo bez większych przeinaczeń przenosi na ekrany telewizorów nie tylko przebieg akcji, ale i dialogi – i to niekiedy wręcz w skali 1:1. Jak dla mnie, poza aktorstwem „drugiej linii”, o której trzy akapity niżej – to najjaśniejszy punkt programu. Opowiadana historia jest bowiem konkretna, kompletna i wciągająca, a większość rozmów bohaterów, tak autentyczna, jakby je „na żywca” wyrwano z gardeł ludzi żyjących tu i teraz, a nie z prozy Elizy Orzeszkowej, czy innego (pierdolonego) „M jak Miłość”.

Serialową wizualizację powieści natomiast w istocie można opisać jako unikalne – nie tylko jak na polskie kino – połączenie „oniryzmu” i „intensywności”. Skonieczny gładko przechodzi bowiem od sennych, subtelnych i długich ujęć do krótkich, mocnych scen porażających brutalnością. Zupełnie jakby ktoś w przyjemnie ciemnej przestrzeni zaczął ciąć ostrym światłem po oczach. I choć nie wszystko mnie tu zachwyca (ujęcia z drona na Pałac Kultury trącą banałem), to jak technicznie zrealizowano najnowszą produkcję HBO stanowi zdecydowanie nową, niespotykaną jakość w rodzimej, serialowej rzeczywistości. Koniec z bezbarwnymi, pozbawionymi życia zdjęciami, jak z ręki wujka Mirka parającego się filmowaniem na komuniach – w „Ślepnąc od świateł” niektóre kadry i ujęcia same w sobie są opowieścią, nie potrzebującą narracyjnego dopełnienia.

Z takim materiałem na serial i takim pomysłem na jego realizację to mogłaby być telewizja na najwyższym światowym poziomie, lecz niestety – jak dla mnie – czegoś tu jednak zabrakło.

Ograniczając się do rzeczy najistotniejszych – ja niestety nie kupuję zarówno kreacji Nożyńskiego (Kuba), jak i asystujących mu – Malikowskiej (Pazina) oraz Pokrzywińskiej (Paulina). Są bowiem w „Ślepnąc od świateł” takie sceny, w których wypadają oni – w najlepszym wypadku – zupełnie niewiarygodnie, a w najgorszym  – jakby byli kompletnie upośledzeni. Ja wiem, że technicznie rzecz biorąc – są (uczuciowo), ale z boku nie wygląda to tak, jakby akurat ukazanie tego rodzaju upośledzenia (werbalnego) było intencją zarówno Żulczyka, jak i Skoniecznego. Co istotne, zarzut ten dotyczy zarówno tych scen, w których wyżej wskazani grają razem (zob. np. lunchową rozmowę Kuby i Pauliny lub dialog Kuby i Paziny o byciu „zepsutym”/”złym przyjacielem” – czułem się autentycznie zażenowany, a to przecież nie ja tu dawałem dupy, tylko sowicie opłacenie „aktorzy”), jak i tych, w których Nożyńskiemu partnerują mistrzowie rodzimego kina: Więckiewicz (dobry), Lubos (rewelacyjny), Chabior (mistrz), czy Frycz (geniusz!). Polemizując z Erwinem – czytałem książkę i powieściowy Kuba (tam Jacek) – wcale nie zachowuje się tam, jakby wystrugał go Gepetto. Owszem, jest w nim chłód, jest obojętność, lecz jest także refleksja i życie. Nożyński tymczasem – choć pod względem fizys naprawdę świetnie pasuje do tej roli – nie potrafił tego zagrać. Momentami wypada tu jak przymuł, różniący się od zakapiorów z ulicy jedynie lepiej dobraną marynarką. Nie chwytam też zbiorowego zachwytu nad Pazurą grającym Wojewó…, pardon – „Mariusza F.”, bo więcej było w tej kreacji Czarka z „13 Posterunku”. Trochę szkoda zresztą, że ekipie produkcyjnej zabrakło jaj i nie nakłonili Wojewódzkiego, żeby… zagrał „Wojewódzkiego”, bo wyszłaby z tego prawdziwa petarda (wtedy zignorowałbym zasady moralne i dałbym 10/10, jak Boga kocham).

Spora krecha należy się też „Ślepnąc od świateł” za zbyt dużą ilość wizualizacji marzeń protagonisty, bo ze scen w których Kuba marzy o Argentynie można by ulepić osobny odcinek. Ja wiem, że czysty piasek i szumiące morze miało być kontrastem dla brudu i syfu stolicy (która obiektywnie rzecz biorąc jest estetyczna tylko w takich kategoriach, w jakich estetyczny jest np. Bytom, albo inny Rybnik), lecz w montażu gdzieś tu zdecydowanie nie zachowano umiaru. O ile zresztą, to jakoś jeszcze można przełknąć, to za wplecenie w serial czegoś w rodzaju teledysku Myslowitz (!), należy się już Skoniecznemu soczysta piącha „Stryja” w oko. W kategorii – „żenująca scena z dupy w polskim kinie” – to już mocne miejsce na podium, jeżeli nawet nie złoty medal.

Produkcja HBO postawiła mnie więc w nieprzyjemnym, intelektualnym rozkroku.
Bo z jednej strony faktycznie takiego serialu jeszcze w Polsce nie było, a to że myślę o nim już trzeci tydzień niewątpliwie coś znaczy (ostatni raz miałem tak po pierwszym sezonie „True Detective”). Z drugiej jednak – do idealnej ekranizacji powieści Żulczyka, Skoniecznemu zabrakło nie jednej, a kilku długości.

Okiem Marcina
7

Cóż, nie ma zmiłuj. „Kruk” mimo znacznie infantylniejszej fabuły wydaje mi się jednak dziełem bardziej spójnym artystycznie.

„Ślepnąc od świateł” (2018)
3.7
WARTO
DWOMA ZDANIAMI:
Uczciwie - serial zdecydowanie warty obejrzenia. Ocena poniżej, to uśredniony wynik naszych spojrzeń.
Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *