„Sonko Pop Cool Chips Zielona Cebulka, 60g” i „Sonko Pop Cool Chips Papryka, 60g” (Healthy Food Production S.A.)

Do zrecenzowania owego produktu namówiło mnie to „coś”, co zwykłem nazywać „dziewczyną”. Akurat jestem na diecie (niestety wciąż jestem na tyle gruby, że gdy tylko ściągam obok domu koszulkę, sąsiad regularnie bierze mnie na cel swojej strzelby, pewien, że dziki wieprz zakrada mu się na podwórko), więc poszukuję nisko kalorycznych przekąsek, które zaspokoiłyby moją potrzebę zjedzenia czegoś dobrego, a nieszkodliwego. Produkt Sonko miał się stać (tymczasową) alternatywą dla moich ukochanych Laysów. Czy mu się to udało? Zapraszam do recenzji.

Zacznijmy od garstki faktów: 1) Nazwa produktu jest mało gustowna (wyobraźcie sobie, że wchodzicie do sklepu i mówicie: „Poproszę te czipsy Pop Cool o smaku papryki!” Słabo.) i skierowana raczej do przedszkolnego odbiorcy, a nie dojrzałego konsumenta. Ma natomiast pewne uzasadnienie, bo czipsy są popcornowe, a nie ziemniaczane (koło ziemniaka to nawet nie stało). 2) Czipsy pakowane są w coś, co nie jest w pełni klasyczną folią (bardzo ciekawa w dotyku, jeśli ktoś lubi macać rzeczy. Ja lubię). Co ciekawe, jedna paczka sprawiała wrażenie bardzo napakowanej powietrzem (zielona cebulka), natomiast druga wręcz przeciwnie (papryka) – zawierała luzy. Najwyraźniej bęben maszyny dmuchającej był pusty i nie nastąpiło zwolnienie blokady (w odpowiednim momencie). 3) Produkt sili się na eko, healthy, etc. Dzięki użyciu innego materiału czipsotwórczego, zawiera 75% mniej tłuszczu (w stosunku do kartoflanego odpowiednika) i nie ma w nim śladu konserwantów i glutaminianu monosodowego (czymkolwiek by to cholerstwo nie było. Mam tylko nadzieję, że twórcy nie wymyślają tych nazw na poczekaniu, bo niedługo zaczną pisać np. „Nie zawiera glutobenzynosiarczanu kutaminatydatyny” i co najgorsze – nie skłamią. A tak poważnie, w Internecie znalazłem, że produkt nie zawiera wprawdzie glutaminianu sodu czyli E- 630, ale zawiera rybonukleotydy disodowe (E-635), które są pochodną ww. glutaminianu, więc nie wysnuwałbym zbyt pochopnych wniosków co do „ekologiczności” owych czipsów).

Co do smaku, to faktycznie, warstwa wierzchnia czipsa jest dobrze nasycona aromatem przez co wrażenie „styropianowości” jest ograniczone do minimum (co nie znaczy, że go nie ma). Jeśli lubicie konsumować czipsa w ten sposób, że najpierw „wysysacie” w buzi z niego wszystkie soki – to wrażenie wpieprzania opakowania po telewizorze będzie intensywniejsze, jeśli natomiast od razu gryziecie i przełykacie, to mniejsze. Czipsy wymagają zresztą nieco większego wysiłku szczęki, niż ich ziemniaczany brat, albowiem trochę trzeba jest zgryźć, zanim się przełknie (są znacznie grubsze i mniej kruche). Co do smaku, to miałem okazję testować dwa warianty: paprykowy i o smaku zielonej cebulki. Ten pierwszy smakował mi jakby bardziej, pełniej, albowiem w drugich było trochę za dużo soli. Wszystko to jednak kwestia gustu i osobistych preferencji (w teście siły smaku – dwa różne czipsy do ryja naraz i sprawdzenie, który da się wyczuć – zwyciężyła cebula).

Czas na podsumowanie. Czipsy okazały się solidnym produktem, który zaspokaja głód i poczucie, że nie zjadło się zbyt dużo. Nie stanowią konkurencji smakowej dla najlepszych z Laysów, niemniej jednak pod presją diety, czuję się zobowiązany ocenić je na 7/10.

Na zachętę.


Tekst opublikowany na blogu „Wpieprzamy”, prowadzonym wraz z Krzyśkiem i Michałem w latach 2012-2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *