W obiektywie (1): Paweł Repetowski

Wcale nie tak odległy czas temu, spoglądałem na fotografię, jako na coś niegodnego uwagi, kojarząc ją, bądź to z okolicznościową, weselno-komunijną chałturą, bądź to ze skośnookimi przybyszami z Dalekiego Wschodu. Podobnie, jak cała rzesza ignorantów, szczerze dziwiłem się, „co to za filozofia wcisnąć spust migawki?”, zastanawiając się jednocześnie, jak można uznawać za sztukę coś, co nie tylko nie wymaga żadnych zdolności, ale też niczego nie przekazuje – ani emocji, ani indywidualnego spojrzenia na świat?

Aby być wobec siebie zupełnie uczciwym – dodam, że do powyższego przyczyniły się nie tylko ograniczenia i słabości własnego charakteru, ale też cała masa dzieciaków i nieco starszej młodzieży, zasypująca Internet dziesiątkami tysięcy ujęć tego samego tematu w ramach Facebook’owych stron tworzonych najczęściej wedle  wzoru: „Imię i Nazwisko + Fotografia (lub z angielska – Photography)”. Pstrykanie zdjęć – czy to aparatem, czy też telefonem (nigdy nie zrozumiem ludzi robiących zdjęcia jedzeniu, chyba, że pracują w Sanepidzie, ale doceniam fakt, że kucharze zaczęli dzięki temu bardziej dbać o to jak posiłek wygląda na talerzu, a jako człowiek, który lubi ładne rzeczy, nie mogę przejść wokół tego obojętnie) było dla mnie po prostu nudne.

Rewolucja w myśleniu zbiegła się z jednoczesnym wyposażeniem się w prostą lustrzankę cyfrową i zapoznaniem się z fotografiami osobnika z tytułu (zbieżność nazwisk całkowicie nieprzypadkowa). Jeśli do tej pory uważałem fotografię za coś nużącego i statycznego, to zdjęciom Pawła udało się zmienić moje nastawienie o 180 stopni. Fotografia to bowiem zazwyczaj coś, co daje się opisać jako – sztuka uwieczniania pewnego obrazu rzeczywistości (zastanego) w danej chwili – w tej kolejności, natomiast fotografie bohatera niniejszego wpisu, jakby odwracają proporcje, przez co w jego przypadku owa definicja winna brzmieć raczej: sztuka uwieczniania danej  chwili   za pomocą obrazu. Skomplikowane? Nie sądzę, ale już tłumaczę o co mi chodzi. Otóż najczęściej jest tak, że chodzi nam o złapanie pewnego statycznego momentu (krajobrazu, widoku, obiektu, etc.), natomiast fotografia reportażowa, uliczna – jak zwał, tak zwał – próbuje uchwycić całą scenę.

Gdy spojrzycie na zdjęcie po lewej, to przy odrobinie szczęścia i wyobraźni (błogosławieni ci, którzy ją posiadają) zobaczycie coś więcej, niż tylko „dziewczynkę naprzeciwko czołgu”. Usłyszycie (w głowie, chyba, że mieszkacie w okolicach Donbasu) warkot 12-cylindrowego, wysokoprężnego silnika o mocy 500KM, poczujecie swąd spalin, a może nawet zrobi Wam się ciepło na wspomnienie późnego lata. Fotografia utrwala scenę ze wszystkimi tego konsekwencjami i można spokojnie założyć, że zrobiona sekundę później, bądź wcześniej, wyglądałaby całkiem inaczej.

Wycięcie i zamrożenie chwili w ramach jednego ujęcia, to jednak tylko jeden z aspektów oryginalności fotografii Pawła. Innym i jednocześnie znacznie bardziej wyróżniającym jest swego rodzaju dowcip  czy satyra, jakie kryją się  w poszczególnych zdjęciach. Przeglądając je trudno się nie uśmiechnąć, a to na widok kontrastu bijącego z zestawienia niewinności nieśmiałej dziewczynki i kilkudziesięciotonowego, stalowego potwora na gąsienicach, a to na scenę przedstawiającą osobnika wątpliwej prominencji wpatrującego się w telewizor z napisem „big dream”. Przy czym, znając autora, nie podejrzewałbym go o chęć wykpienia kogoś lub czegoś, a raczej o wolę zwrócenie uwagi na pewne aspekty rzeczywistości, w której funkcjonujemy.

Nie upierając się przy swojej interpretacji (człowiek nigdy nie może być wszakże pewien, co „autor miał na myśli”) myślę, że to powyższe, a nie np. „hipsterstwo” jest również przyczyną posługiwania się przez PR głównie czarno-białą fotografią. Raz, ze wzmacnia to dokumentalny przekaz, dwa, że kolory odciągałyby uwagę odbiorcy od tego co najważniejsze, czyli od charakteru sceny (zdjęcia są zresztą kolorowe tam, gdzie kolor ma swoje znaczenie). Jest w tym   także   pewien posmak świata, który być może  nie odszedł  jeszcze w zapomnienie, ale schował się gdzieś przed wzrokiem mediów.  A contrario  do trendów, PR uwiecznia bowiem najczęściej wycinki rzeczywistości, które bardziej pasują do naszego wyobrażenia o PRLu niż nowoczesnego państwa Europy Wschodniej, a także ludzi starszych (i zazwyczaj mało atrakcyjnych), czyli świat, o którym najczęściej zapominamy na co dzień.

Oczywiście dla amatora takiego jak ja, fotografowanie w tej stylistyce, to naprawdę wysoko podniesiona poprzeczka (toteż póki co nawet nie silę się na naśladownictwo, spokojnie celując w obiekty, które nie są mi w stanie uciec z pola widzenia) wymagająca nie tylko niezwykłej cierpliwości, ale też umiejętności wychwytywania poszczególnych scen z otoczenia (do czego trzeba mieć już specjalną zdolność, którą zwykło się nazywać talentem), niemniej jednak, jeżeli natraficie tu kiedyś na fotografię sceny, pstrykniętą „z ręki”, nie będziecie mieli wątpliwości, z czyjej inspiracji powstała.

Galeria:


Paweł Repetowski Photo Documentary & Street Photography
Paweł Repetowski Flickr
Krakowska Grupa Fotograficzna

„W obiektywie” – to część blogowego projektu Inspiracje, w ramach którego, jako osobnik niedoświadczony i dopiero wkraczający w świat fotografii, zamierzam prezentować swoje, a więc całkowicie  subiektywne spojrzenie na twórczość innych – nie tylko tych powszechnie znanych, ale też cenionych znajomych, którzy (jeszcze) nie zbudowali własnej popularności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *