„Walkers Sensations Mexican Fiery Sweet Chipotle”, 150g (Walkers Snack Food Ltd)

Moi drodzy i wierni czytelnicy!

Jakiś czas temu opuściłem nasz piękny i umęczony wojnami kraj, by na londyńskim, intelektualnym zmywaku zarobić na polski byt. Życie jest tu bardzo ciężkie i nie tylko dlatego, że wszędzie są kamery i nie da się spokojnie kraść (a i murzyni pracujący w sklepach wyglądają na dość sprawnych biegaczy). Otóż jedzonko, jak na zarobki typowego „polisz łorkera” jest raczej drogie, a trudno na nim oszczędzać (sami na pewno znacie takich, co to kupują najtańsze żarcie za granicą, a potem wracają do Polski i narzekają, że „tego gówna nie da się jeść”). Na szczęście mi nie powodzi się najgorzej, brzuszek nie wygląda na niezadowolony (co innego moja dziewczyna, gdy ściągam koszulkę), a mój hinduski szef bije mnie metalowym prętem już tylko trzy razy dziennie (plus dwa razy drewnianym kijem i raz łańcuchem, dla zróżnicowania wyglądu ran na moim ciele).

Dla pocieszenia, co by samemu też urozmaicić sobie wieczory w londyńskich rynsztokach, zacząłem przyglądać się brytyjskiej potrawie narodowej, czyli czipsom. Na półkach jest tego od zatrzęsienia w dziesiątkach wariacji i na dodatek względnie taniego (jak na tutejsze ceny), więc można przebierać jak w prostytutkach przy drogach wylotowych z Krakowa. Ja – inaczej niż zazwyczaj w życiu – zdałem się na los i wybrałem na chybił-trafił. I tak w moje łapki wpadł produkt, którego nazwę Google Tłumacz przetłumaczył jako: „Wyprowadzanie odczucia meksykańskiej ognisty słodkie chipotle”.

Opakowanie – gustowne, czarne, foliowe odzienie o nowoczesnym designie (wszystkie czipsy z serii „Sensations” posiadają takowe) z ekspresyjną grafiką – zaintrygowało mnie od samego początku – nie da się ukryć. Przywlokłem je do domu i otwarłem, niczym wikingowski topór ludzką czaszkę. Zapach jaki wydobył się z wnętrza obiecywał przyjemną konsumpcję, ale nie był aż tak kuszący, jak w polskich „Lays’ach Strong”.

Sam kształt typowego czipsa nie zachwycił, przypominając raczej budżetowe produkty z linii „Tesco Value” niż ekskluzywne bądź co bądź, wyroby „Sensations”. Spodobały mi się za to zioła, wyraźne widoczne na powierzchni tego, co kiedyś było ziemniakiem (mam nadzieję). Z tego co się zorientowałem po uważnej lekturze treści zawartych na opakowaniu, czipsy nie zawierały konserwantów, ni sztucznych barwników, więc mogłem wsadzić je do ryja bez większych obaw, że wyrośnie mi dodatkowa para macek, a aparat gębowy rozrośnie się jeszcze bardziej.

Smakowały lepiej niż nieźle (mają mocny, bardzo intensywny smak, który zaczyna się dość łagodnie z czasem robiąc się coraz ostrzejszy. Ciekawy efekt), ale ponownie do „Strongów” nieco im zabrakło. Może gdyby posmak przypraw był nieco mniej intensywny i nieco mnie „słony”, wypadłyby korzystniej? Czuć tu bowiem pewien trudny do scharakteryzowania aromat, który kładzie się delikatnym cieniem na smaku całego czipsa (jakby specyficznego oleju, czuć go zresztą także w innych czipsach z tej linii). Problemem jest zresztą również grubość czipsów – ale to bardziej kwestia osobistej preferencji.

Mi odpowiadały i życzyłbym sobie ich wejścia do Polski, ale jeśli się to nie uda, wielkiej straty nie będzie.

I tym optymistycznym, typowo polskim akcentem…

Ocena: 7/10


Tekst opublikowany na blogu „Wpieprzamy”, prowadzonym wraz z Krzyśkiem i Michałem w latach 2012-2014.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *