„1983” (2018)

To miało być coś nowego – pierwszy polski serial Netflixa. Coś innego, niż standardowy, krajowy kryminał osadzony we współczesnej Warszawie. Doceniona za granicą Agnieszka Holland miała pokazać Polakom, jak się robi “zachodnie” kino, a “1983” miał nas porwać wciągającą historią i interesującym uniwersum.

No właśnie. Miał. 

Owen: Mając na uwadze wcześniejsze deklaracje, zapowiedzi i trailery, chciałem zapytać, jakie były Twoje oczekiwania wobec tego serialu?

Marcin: Mając w głowie serialowy dorobek Agnieszki Holland – przeciętne, a potem z każdym kolejnym odkryciem – coraz niższe. Możesz powiedzieć, że to takie “typowe polskie”, ale po ostatnim zwiastunie mój hypometr pokazywał zero, przy czy jak zobaczyłem, że Więckiewicz ma grać zmęczonego życiem glinę, a Musiał studenta prawa, wskazówka drgnęła w kierunku wartości ujemnych. Na oparach zainteresowania trzymał mnie w zasadzie jedynie ciekawy setting. Dystopiczna, alternatywna historia to nie jest coś, co rodzimi twórcy często fundują odbiorcom.

W sumie wypada docenić i pomysł, i odwagę, by go pociągnąć. 30 lat po upadku komuny, PRL wciąż jest w Polsce żywym tematem. Część społeczeństwa wciąż “żyje teczkami”, część osób wciąż nie wymazała i pewnie nigdy nie wymaże z pamięci traumatycznych przeżyć. Niełatwo wejść w te kwestie w taki sposób, żeby nie wyzwolić wśród ludzi krytycznych komentarzy. Z drugiej strony, z perspektywy serialu widać, że była to naprawdę niezła okazja, żeby jedną historią opowiedzieć zarazem o przeszłości, jak i o czasach współczesnych.

Owen: Masz rację. Nawet dzisiaj zachowanie wielu naszych rodaków bywa dyskusyjne. Naleciałości i przyzwyczajenia z PRLu żyją już swoim życiem i obawiam się, że będzie je bardzo trudno wyplenić, ponieważ przechodzą z ojca na syna, jak jakiś spadek, zmieniając tylko kierunek działania i wyimaginowanych wrogów. A to z kolei wykorzystują cyniczni politycy, generujący różne, często bardzo niebezpieczne społecznie doktryny. Gdy uzmysłowimy sobie, że w danym manifeście politycznym wystarczy podmienić tylko postać tzw. ‘wroga’, to właściwie można uderzyć w każdego. Dlatego już na wstępie muszę trochę ponarzekać na ten serial.

Produkcja Netflixa była doskonałą okazją do utarcia nosa takim lokalnym awanturnikom, którym marzy się kolejna wariacja na temat nacjonalizmu, a nawet zakamuflowanego faszyzmu oraz wynikających z tego tytułu podziałów społecznych. Mamy bogatą historię współczesną z całą paletą postaci i wydarzeń, więc pominięcie ‘wąsatych samograjów’ jest, moim zdaniem, tożsame ze strzałem do własnej bramki. Tym bardziej, że nawet w polskiej literaturze fantastyczno-naukowej można bez problemu wskazać kolejną, równie stabilną bazę do dystopijnych opowieści z socjologicznym zacięciem. I gdyby scalić ze sobą twardą alternatywę z retro-futurystycznym cyberpunkiem Janusza Zajdla (‘Limes Inferior’), to wyszłaby z tego prawdziwa bomba fabularna.

Marcin: Nie sądzę, żeby Agnieszka Holland znała klasykę rodzimej fantastyki socjologicznej, a co dopiero Joshua Long, który odpowiedzialny był za scenariusz. Dziwi mnie natomiast ich ucieczka od faktów i historii sprzed tytułowej daty. Owszem, gdzieś tam pomiędzy dialogami w dosłownie jednym zdaniu pojawia się temat Stanu Wojennego, ale poza tym cisza, jakby historia alternatywna zaczęła swój bieg znacznie wcześniej niż w ‘83. “Solidarność”? Nie ma. Strajki robotników? Ani słowa. Wałęsa, Jaruzelski, KOR? Nieobecni. W kraju, w którym nazwy i nazwiska mają taką moc? To niemożliwe.

W rezultacie mocno traci na tym wiarygodność wykreowanego przez Longa alternatywnego uniwersum, bo świat bez historii jest światem pustym i nierealnym. Nie bez przyczyny wszakże mistrzowie fantastyki poświęcają przeszłości kreowanych przez siebie uniwersów tyle samo miejsca, co bieżącej akcji. Tu natomiast wystarczyłyby drobnostki, by podpiąć się pod prawdziwą, atrakcyjną historię. Nie wiem czy zrezygnowano z tego świadomie, ze względów politycznych, czy założono, że widz sobie to wszystko “domyśli”, lecz niezależnie od przyczyny – w mojej ocenie był to poważny błąd, który grzebię jakąkolwiek immersję. Przez cały czas zastanawiałem się, co się stało z “Solidarnością”, jak w zasadzie doszło do tego, że spiskowcy usunęli “twardogłową” część partii, etc.

Sam, usiadłszy nad scenariuszem zacząłbym z grubej rury – od sceny, w której Milicja lub wojsko wyprowadza z mieszkań grupę opozycjonistów i wywozi za miasto. Nie byłoby widać dokładnie kogo, ale po postawieniu przed głębokim dołem snop lampy oświetliłby znajomą, wąsatą twarz, którą wciąż kojarzy połowa świata. A potem padłyby strzały.
I każdy by wiedział, że to historia alternatywna, a widz dostałby z buta w twarz od pierwszej sceny i wiedział, że to nie jest reżim złożony z kreskówkowych wręcz złoczyńców, tylko grupa prawdziwych, cynicznych skurwieli, którzy nie cofną się przed nikim i niczym.

Bo przypominam, że obiecywano nam ponury świat komunistycznej opresji i powszechnej inwigilacji. A tymczasem pomimo tego, że jeden z bohaterów, przekartkowawszy “1984” Orwella retorycznie pyta – i to ma być fikcja? – w serialu w ogóle nie czuć tej dusznej atmosfery orwellowskiej antyutopii, w której każdy łyk wolności może kosztować życie. Owszem, niby gdzieś tam Milicja pałuje uczestników nielegalnego spędu z Mickiewiczem w tle, niby SB “pomaga” powiesić się młodemu opozycjoniście dystrybuującego nielegalną literaturę, ale zrealizowane jest to tak słabo i nieprzekonująco, że typowy odbiorca, wiedzący choćby z książek jak naprawdę wygląda totalitaryzm, nie jest w stanie tego kupić. W głowie kołysze się bowiem przekonanie, że to tylko taka zabawa. Budowaniu nastroju z pewnością nie pomaga też fakt, że SB i Milicja w serialu Agnieszki Holland są raczej śmieszne, niż straszne. Jednocześnie opozycja to jakieś zbuntowane dzieciaki bawiące się w ruch oporu, zorganizowane tak słabo, że przy minimalnym zaangażowaniu w pięć dni rozbiłaby ją Straż Miejska z Bochni, a nie ruch terrorystyczny, który można by traktować poważnie.

Podobnie jest zresztą z “wątkiem szpiegowskim”, który również poraża naiwnością. Doświadczony agent – z pakietem tajnych informacji w kieszeni – upija się w jakiejś melinie, po czym daje się wciągnąć w pułapkę kobiecie, która z kilometra wygląda jak przynęta. I widz ma w ten świat uwierzyć?

“1983” (2018)

Owen: I to jest niestety największy błąd ze strony producentów, którzy zaufali Agnieszce Holland i zatrudnili młodego scenarzystę, ale z praktycznie zerowym dorobkiem autorskim, nie znającego ani historii PRLu, ani współczesnej Polski. To trochę tak, jakby historię dla Ugandy miał napisać jakiś mieszkaniec Szwecji, który nigdy nie wyściubił nosa poza Skandynawię. A biorąc pod uwagę o niebo lepszy scenariusz do serialowego hitu konkurencji, czyli Ślepnąć od Świateł, popełniony przez polskiego pisarza, Jakuba Żulczyka, trudno mi zrozumieć akurat taką decyzję.

Co więcej, właśnie taki ślizg po stereotypach zaburzył trochę stronę wizualną tego projektu, fundując nam jakiś dziwny misz-masz tematyczny, przepełniony high-techowym bełkotem, wspieranym tu i tam przez klasyczną myśl techniczną Polski Ludowej. W założeniu była pewnie jakaś Gattaca lub Człowiek z Wysokiego Zamku, a wyszło naiwnie i dosyć kiepsko. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę najbardziej frapujący przykład: według Longa da się stworzyć jakiś prototyp smartfona na kilka lat przed tym, gdy zrobią to specjaliści z Doliny Krzemowej, ale już sprowadzenie do kraju tudzież wyprodukowanie samochodów nowszych, niż Polonezy czy Żuki, przerasta rodzimy przemysł.

Honoru bronią zdjęcia, montaż i dobór architektury do konkretnych ujęć. Choć i w tym przypadku mam pewne uwagi. Bo o ile podobały mi się surowe i modernistyczne wnętrza niektórych gmachów, to jednak lokalizowanie Sztabu Generalnego w starym zamczysku, albo tworzenie jakichś neon-noir’owych, wietnamskich dzielnic pachniało na kilometr kolejnymi stereotypami. Niby taki polish-cyberpunk, a jednak czyściutko i sterylnie, bez grama mgiełki czy dymu. No bez jaj. To nie teatr telewizji.

Marcin: Pełna zgoda, choć na marginesie dodam – że jeśli chodzi o pozostałe “wizualia” – bardzo spodobały mi się te wszystkie logotypy służb i ministerstw okraszone ciężkim fontem. Myślę, że gdyby komuna przetrwała 20 lat dłużej, mogłaby się tak sprzedawać.

Niestety oryginalnością nie miażdżą też pomysły na bohaterów dramatu. Pełen idealizmu i naiwnej wiary w monopartię młodzieniec (Maciej Musiał) współpracujący ze zmęczonym życiem gliniarzem, skrywającym pod płaszczykiem cynizmu dawne ideały (Robert Więckiewicz)? Chyba gdzieś już to widziałem. Tak ze setkę razy.

Na tym tle, np. socjalistyczny technokrata – Władysław Lis (sportretowany przez Andrzeja Chyrę) wypada całkiem ciekawe, choć już stojący obok niego na czele reżimu gen. Kazimierz Świętobór (szef Sztabu Generalnego, w tej roli Mirosław Zbrojewicz), a już szczególnie – Mikołaj Trojan (szef SB, w tej roli Wojciech Kalarus) to kolejne klisze, o czym zresztą świadczą i charakterystyczne nazwiska.

To oczywiście nie tak, że nie rozumiem idei zagrania archetypami (kaszubskiego generała-patrioty i Antoniego Macierewicza w mundurze SB) do zaprezentowania szerokiego spektrum postaw wobec wykreowanego świata, lecz w ogólnym rozrachunku, wziąwszy pod uwagę wspomniany wyżej ogólny brak spójności uniwersum “1983”, to jeszcze bardziej zwiększa wrażenie sztuczności tego wszystkiego.

“1983” (2018)

Owen: Z całej obsady to moim zdaniem tylko Agnieszka Zulewska obroniła swoją kreację, odgrywając bardzo emocjonalnie rolę matki Kajtka. Chyba mogę napisać, że po równie dobrych epizodach w tegorocznym Rojście oraz w/w serialu Krzysztofa Skoniecznego, wyrasta powoli na nową gwiazdę polskiego kina i telewizji. Cała reszta to dla mnie tzw. drewno do kwadratu. A sztuczne odwoływanie się do postaci pokroju Emilii Plater, absolutnie nic w tej materii nie zmienia. Co więcej, na miejscu Michaliny Olszańskiej zacząłbym się rozglądać za innym typem ról, bo dziewczyna zaczyna powoli grać ten sam typ femme fatale w każdej produkcji, w której bierze ostatnio udział.

Marcin: Ja nie będę aż tak surowy. Nie jestem fanem talentu Olszańskiej czy Wichłacz i jak dotąd nie odkryłem takowego u Musiała, ale jakoś bardzo od oglądania ich gry zęby mnie nie bolały. Nie zaryzykowałbym może stwierdzenia, że zagrali “netflixową średnią”, ale jeśli chodzi o rodzime podwórko, chyba mogę uznać, że nie wypadli poniżej przeciętnej.

Jeżeli natomiast chodzi o ich bardziej doświadczonych kolegów z planu, jak Więckiewicz, Chyra, Zbrojewicz czy Olszówka, to trochę ich obronię. Bo jak się osadza Więckiewicza w roli “Więckiewicza”, to trudno oczekiwać, że nie wypadnie jak typowy Więckiewicz. Nie dostrzegłem też specjalnie miejsca do popisu dla Chyry, czy Olszówki, bo w tych kilku-kilkunastu kiepskich dialogach, które dostali, wielkiej okazji do zabłyśnięcia nie mieli. Za to Zbrojewicz poradził sobie moim zdaniem całkiem nieźle, choć też za bardzo dramatycznej roli nie dostał.

Generalnie, pomimo braku oczekiwań, a nawet patrzenia na serial Agnieszki Holland z pewną obojętnością – po zaliczeniu całości odczuwam coś w rodzaju rozczarowania. Bo po zobaczeniu pomysłu na “1983” w praniu, przyznaję że idea była zacna, tylko jak zazwyczaj – coś poszło nie tak z realizacją tejże. Szkoda, że tak siermiężnie wszystko uproszczono i mimo wszystko żal ucieczki przed odniesieniami do historii (tej prawdziwej).

W mojej ocenie zmarnowano w ten sposób nie tylko okazję do tego, żeby nakręcić świetny (bo prawdziwy) rozrywkowy serial sci-fi, lecz przede wszystkim możliwość powiedzenia czegoś ciekawego o współczesnym świecie. Bo “pierwszy polski serial na Netflixie” stwarzał realną szansę skomentowania rzeczywistości i odniesienia się do bieżących problemów, jak np. łatwość, z jaką współczesne społeczeństwa pozbywają się praw i wolności, gdy obieca się im dobrobyt i bezpieczeństwo, czy też erozja zainteresowania polityką wśród młodych ludzi.

Z wywiadu przeprowadzonego z Agnieszką Holland na początku grudnia przez Gazetę Wyborczą wynikało, że “twórczyni” “1983” (bo chyba można ją tak nazywać) jest świadoma tych wszystkich kwestii i bardzo chciała zabrać omawianym serialem głos we współczesnej dyskusji o polityce. Niestety, Pani Agnieszko – jeżeli Pani to czyta (a wiem, że jest Pani bardzo aktywna w Internetach) – musi Pani wiedzieć, że zupełnie się to Pani nie udało.

“1983” to po prostu przeciętna, pozbawiona ambicji opowiastka kryminalna osadzona w alternatywnej rzeczywistości. Nic, o czym byśmy pamiętali za rok o tej samej porze.

Owen: Szczerze? Najlepszą antyrekomendacją z mojej strony będzie chyba to, że podczas finałowej rozgrywki myślałem o innym, dużo ciekawszym serialu z podobnym, a może nawet trudniejszym do okiełznania tłem fabularnym (pt. Miasto i Miasto). I naprawdę, było mi wszystko jedno, kto i jak zginie. Zero immersji czy choćby grama empatii wobec kogokolwiek – a to chyba pięta achillesowa tego typu produkcji. Tym bardziej, że na rynku jest obecnie sporo podobnych, ale dużo lepszych tytułów, wspomnianych przez mnie już wcześniej. No i nie będę ukrywał, że jeśli w serialowym Wiedźminie zadebiutują takie gwiazdy, jak Maciek Musiał, to kiepsko widzę debiut tego utworu. Ale pożyjemy, zobaczymy.

„1983” (2018)
2
NIE WARTO
JEDNYM ZDANIEM:
W podstawówce często słyszałem - "Repetowski, ty masz taki potencjał a nic z tym nie robisz." No i tak właśnie jest z tym serialem.
Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *