Sposób oceniania

Jak oceniam? Przede wszystkim – bardzo subiektywnie i dość krytycznie.

To pierwsze ma taki skutek, że zerkając na ocenę pod recenzją należy mieć na uwadze, że teksty są pisane z perspektywy trzydziestoparolatka z ustabilizowanym życiem zawodowym i rodzinnym, który nie czuje, że musi coś jeszcze komukolwiek udowadniać (czytaj: już nawet Babcię przekonał, że nie jest głodny). Możemy oczywiście różnić się w ocenach, zatem jeśli masz inne spostrzeżenie na temat danego tworu kultury, to świetnie – chętnie podyskutuję. Natomiast jeśli po prostu nie odpowiada Ci się mój styl pisania czy tekst na dany temat, to nawet nie trać swojego czasu na komentowanie, bo na 90% i tak nie przekroczysz progu bramki antyspamowej.

Efektem ujęcia krytycznego jest zaś skupianie się raczej na negatywnych cechach danego dzieła, z pozostawieniem wąskiej przestrzeni pod pozytywy. Dlatego nawet bardzo wysoka ocena pod tekstem nie gwarantuje wolności od narzekania. Zawodowo zajmuję się “szukaniem dziury w całym”, więc trudno, żeby nie wpłynęło to na moje teksty na łamach niniejszego bloga.

Co istotne – ponieważ gram w stosunkowo dużo archaicznych pozycji – oceniam zawsze na moment pisania tekstu (a zatem także na moment ostatniego grania/oglądania/czytania). W konsekwencji, choć niektórym rzeczom pod koniec lat 90-tych pewnie dałbym “dychę”, w 2019 r. trudno było im już zdobyć więcej niż “siódemkę” (bo to nadal dobre produkcje, ale z uzasadnionych powodów słabsze niż współczesna konkurencja). Może to i mało “sprawiedliwe”, ale – patrz dwa akapity wyżej – nieszczególnie mnie to obchodzi. Z książkami/filmami/serialami oczywiście nie ma tego problemu, bo nie starzeją się tak szybko jak gry. Oceniając, biorę pod uwagę całokształt wrażenia, jakie wywarł na mnie dany twór, nie bawiąc się w żadne sumowanie ocen cząstkowych za fabułę, “grywalność”, grafikę, etc. Absolutny graficzny pasztet również może zatem otrzymać wysoką notę, jeśli tylko ma “piękną duszę”.

Jeśli chodzi o sam system ocen, to stosuję system dziesiętny. Uzasadnienie “cyferek” prezentuje się z grubsza tak:

Ocena (skala 1-10) słownie opis
1 unikać! nieporozumienie – rzecz od której w każdym przypadku należy trzymać się z daleka, jak np. od stopionego rdzenia reaktora jądrowego w Czarnobylu lub magazynu “Cienie i blaski”. Mózgowi podać można wprawdzie wszystko – w tym gwoździe, wiertarkę udarową, albo odcinek “Korony królów”, ale w niektórych przypadkach naprawdę nie warto próbować. Czas, który trzeba by poświęcić na kontakt z tym “czymś”, już lepiej przeznaczyć na ćwiczenie spuszczania wody w toalecie.
2 bardzo złe – odwołując się z do analogii żywieniowych – to coś, co spożywać należy tylko w obliczu groźby śmierci głodowej. Jakościowo to rzecz pomiędzy martwym zwierzakiem zdrapanym po dwóch tygodniach z autostrady międzystanowej, napojem cytrynowym z Biedronki w cenie 49 groszy z dwa litry, a felietonem w “Bravo Girl”. Jeśli zatrzasnąłeś się w kiblu i przeczytałeś już etykietę od “Domestosa” z każdej strony, możesz spróbować sięgnąć i po to, ale nie będziesz dobrze się bawić. Powodzenia!
3 nie warto słabe – można to łyknąć, ale radości z tego tyle co z siedzenia w okopie pod Moskwą w zimie 1941 roku. Za rzeczą stał jakiś pomysł – to niewątpliwy plus – ale jak się mu bliżej przyjrzeć – to był to jednak zły pomysł, a to diametralnie zmienia postać rzeczy. Korzystaj, gdy masz za dobry humor i chcesz zapodać sobie nieco dekadencji.
4 ujdzie – rzecz strawna, ale coś w niej mocno irytuje, nie pozwalając cieszyć się konsumpcją. Jak ta dziewczyna ze świetną figurą i żywym, inteligentnym dowcipem, która ma niepokojącą, sadystyczną skłonność do walenia znienacka młotkiem w krocze, albo (w wersji dla kobiet) – przystojny i inteligentny chłopak, który od dziecka marzył o byciu śmieciarzem i chce ten zawód wykonywać do końca życia.
5 można średnie – rzecz przeciętna, jak typowe, rodzinne, niedzielne popołudnie przy suchym ciastku i Familiadzie. Nic nie przeszkadza, wszystko jest na swoim miejscu i smakuje tak jak ma smakować, ale mózg nie krzyczy: „jeszcze, daj mi jeszcze!”, tylko swędzi z pretensją, że pożałowałeś grosza na coś lepszego.
6 niezłe – korzystanie z tego można już zakwalifikować jako przyjemne. Wiadomo – szału nie będzie, ośrodki w mózgu odpowiedzialne za pochłanianie popkultury nie zostaną wybitnie podrażnione, ale po wszystkim, można już pomasować się po brzuszku i bez grymaszenia sięgnąć po więcej.
7 warto dobre – czysta przyjemność. Powyżej tej noty zaczynają się już produkty, które przyczyniły się do wprowadzenia do języka polskiego sformułowań w rodzaju: „O kurwa jakie to dobre… Chcę więcej!”. Rzecz pochłania się z przyjemnością i zostaje w głowie na dłużej.
8 bardzo dobre – wyższa kategoria przyjemności. To już jest naprawdę dobre! Zestawiając to z niemiecką bronią pancerną (jeśli nie wiesz o co chodzi, na pewno masz w pobliżu siebie rudego okularnika, który Ci to wytłumaczy), to jeszcze nie Tygrys, ale już Pantera. Z takim samym wdziękiem i sprawnością sunie przez neurony, miażdżąc wszelkie wątpliwości i dając ogrom radości!
9 trzeba! rewelacyjne – jak obiad u Mamy po dziesięciu latach żywienia się w stołówce studenckiej albo powrót do Polski po trzech miesiącach zbierania marchewki w Niemczech – cudo! To coś dla czego warto żyć, pracować i zarabiać, żeby można sobie było tego kupić więcej. Rzecz, która zostaje z Tobą na kilkanaście lat życia i o której z rozrzewnieniem opowiadasz znajomym w różnych punktach czasowych swojego życia.
10 Arcydzieło! – produkt ludzkiego geniuszu, arcydzieło skradzione bogom i podarowane śmiertelnikom. Na łożu śmierci, gdy przed oczyma będzie Ci przelatywać całe życie – nadal będziesz o tym pamiętał. Takie produkty trafiają się niezwykle rzadko, albowiem żeby stworzyć coś takiego trzeba lat badań, doświadczenia i potężnej dawki szczęścia.  Tu wszystko zagrało tak jak trzeba i zgrało się perfekcyjnie. Sprzedasz narzeczoną na OLX, żeby tylko spędzić z tym więcej czasu.